Druga fala Covid-19 w Korei Południowej – zamknięto budynek parlamentu

141

W czwartek, 27 sierpnia, Korea Południowa zdecydowała się na zamknięcie Parlamentu po tym, jak jeden z fotoreporterów relacjonujących posiedzenie Rady Najwyższej rządzącej Koreańskiej Partii Demokratycznej otrzymał pozytywny wynik na Covid-19. Zamknięto budynek, w którym znajduje się siedziba Zgromadzenia Narodowego, składającego się z trzystu członków. W czwartkowym spotkaniu wzięło udział 50 osób, w tym kluczowi przedstawiciele partii, prawodawcy i inni dziennikarze.

Dziesięciu członków partii rządzącej, w tym także przewodniczący Lee Hae-chan, przeszli badania i zostali objęci kwarantanną. Jest to już drugi przypadek zamknięcia parlamentu w tym roku – pierwszy miał miejsce w lutym.

Epidemiolodzy z Korea Center for Disease Control rozpoczęli proces poszukiwania osób, które mogły mieć styczność z zarażonym, bądź innymi narażonymi osobami. Na podstawie wyników badań KCDC zostanie podjęta decyzja odnośnie ponownego otwarcia Zgromadzenia Narodowego.  W środę późnym popołudniem budynek Zgromadzenia, w tym także sale konferencyjne i odrębne budynki dla prasy i prawodawców, zostały zdezynfekowane.

Wykrycie wirusa postawiło pod znakiem zapytania otwarcie regularnej sesji Zgromadzenia Narodowego, które zaplanowane było na 1 września. Koreańska Partia Demokratyczna zapowiedziała, że spotkanie partii planowane na najbliższą sobotę odbędzie się, jednak zostanie przeniesione do sieci.

Nagły wzrost zachorowań rodzi coraz większe obawy

W ostatnich miesiącach Korei Południowej udało się opanować sytuację epidemiologiczną. W maju liczba przypadków zarażeń nieraz wynosiła mniej niż 10, a jeszcze do niedawna dzienny wzrost nie przekraczał 30 nowych zachorowań. W ostatnim tygodniu rząd kraju zdecydował się jednak na powrót do niektórych obostrzeń, głównie w Seulu i okolicznych miejscowościach, a także w regionie Gyeonggi.

27 sierpnia w Korei przybyło 411 nowych przypadków Covid-19 – był to najwyższy wynik od marca. W następnych dniach ilość zarażeń utrzymywała się poniżej 400, co od początku pandemii daje łączny wynik 19947 zarażeń i 324 zgonów.  Ilość wszystkich zarażeń w Seulu aktualnie przekroczyła 7200 przypadków, jednocześnie przewyższając liczbę zachorowań w Daegu, mieście, w którym do niedawna znajdowało się 60% wszystkich zarażonych w kraju.

Od niedzieli 30 września na terenie Seulu wprowadzono nowe obostrzenia. Ograniczone zostały m.in. godziny pracy restauracji, piekarni i kawiarni. W przypadku sieciowych punktów gastronomicznych możliwy jest jedynie zakup jedzenia i napojów na wynos. Działalność centrów fitness, pól golfowych i sal bilardowych została zawieszona.

Szkoły popołudniowe, podobnie jak zwykle szkoły ogólnokształcące, przejdą na system prowadzenia zajęć on-line. Dodatkowo 1/3 pracowników rządowych będzie pracować zdalnie – jest to także zalecane w przypadku pracowników prywatnych firm.

Znaczna część  zarażeń związana jest z kościołem Sarang Jeil (Love Comes First), którego członkowie w pierwszej połowie sierpnia ochoczo brali udział w jednych z największych zgromadzeń antyrządowych ostatnich lat.

Od początku roku kościół zyskuje coraz większe zainteresowanie, w związku z czym na nabożeństwach zaczęło pojawiać się wielu nowych uczestników z całego kraju, jednak nie wszyscy zostają zarejestrowani jako oficjalnie członkowie.

Jeden z nich, Han Hwan-ho, stwierdził, iż ludzie masowo dołączają do Sarang Jeil, gdyż boją się, że w Korei Południowej widoczne są coraz mocniejsze wpływy komunistyczne. To rzutuje na relacje kraju ze Stanami Zjednoczonymi, z którymi koreański kościół protestancki ma bliskie więzi.

Pastor kościoła, Jun Kwang-hoon, który negatywnie wypowiada się o rządach prezydenta Moon Jae-ina i nazywa go „głównym północnokoreańskim szpiegiem”, postrzegany jest więc jako prorok walczący  z komunistycznym zagrożeniem, chcącym odebrać Koreańczykom prawo do ich religii.

Kościół Sarang Jeil – drugie, największe ognisko zarażeń w Korei Południowej

Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy działania koreańskiego kościoła doprowadziły do rozprzestrzenienia się wirusa na masową skalę. Pierwszy „wybuch” zachorowań miał miejsce w lutym i powiązany był z instytucją religijną Schincheonji Church of Jesus, przez wielu określaną mianem sekty, której przypisuje się zarażenie co najmniej 5124 osób. Wyznawcy kościoła zostali oskarżeni nie tylko o rozprzestrzenienie choroby, ale i ukrywanie swojego powiązania z kościołem i utrudnianie pracy rządu.

63-letni pastor kościoła Sarang Jeil od lat organizuje w Seulu protesty uderzające w koreański rząd. Jun wraz z wieloma innymi członkami kościoła pozostawał w izolacji od 12 sierpnia w związku z wykryciem pozytywnego przypadku koronawirusa wśród osób uczęszczających na nabożeństwa. Mimo to, 15 sierpnia pastor przerwał kwarantannę i wraz z 10 wiernymi wziął udział w protestach przeciwko Moon Jae in-owi.

Kościół Sarang Jeil liczy około 4000 członków, którzy rozproszeni są po całym kraju. Wielu z nich zdecydowało się na podróż do Seulu by uczestniczyć w kazaniach i wiecach pastora Jun. Przedstawiciele służby zdrowia starali się jak najszybciej odnaleźć uczestników zgromadzeń w celu przebadania i odizolowania ich, jednak proces został znacznie utrudniony. Około 500 osób nie zostało jeszcze zidentyfikowanych, gdyż kościół podał niepełną listę swoich członków.

W  opanowaniu sytuacji nie pomaga fakt, że wielu wyznawców Sarang Jeil wierzy, iż testy członków kościoła są specjalnie manipulowane przez rząd, by móc trzymać ich w izolacji. Wielu nie zdecydowało się na przysługujące im darmowe badanie i zdecydowało się na zrobienie płatnego testu w prywatnej klinice.

Kim Kyong-Jae, konserwatywny aktywista, nazwał rządy prezydenta Moon’a „dyktaturą kwarantanny”, a próba odszukania i odizolowania jak największej ilości członków kościoła to według niego „polowanie na czarownice”. Niektórzy, po uzyskaniu pozytywnego wyniku decydowali się na ucieczkę – jeden z uczestników zbiegł z rządowego ośrodka kwarantanny, a zanim został złapany przez policję, odwiedził kilka kawiarni w Seulu.

Sam pastor Jun niedługo przed hospitalizacją stwierdził, że ognisko zakażeń w jego kościele to terrorystyczny atak, najprawdopodobniej popełniony przez Koreę Północną, do którego użyty został wirus z Wuhan. Inny pastor kościoła powiedział, że kościół najprawdopodobniej otrzymał skażone butelki ze środkiem dezynfekującym, co wywołało falę zarażeń.

Na dzień 31 sierpnia, Co najmniej 1056 przypadków zarażenia koronawirusem jest powiązanych z seulskim kościołem, z czego co najmniej 399 zostało zainfekowanych w związku z demonstracją.

Reakcje na działania kościoła

Do tej pory rząd powstrzymywał się przed całkowitym zakazem zgromadzeń o charakterze religijnym. Zalecano jedynie uczestnictwo w nabożeństwach online, bądź utrzymywanie dystansu społecznego i noszenia masek w przypadku osób regularnie odwiedzających domy modlitewne.

18 sierpnia rząd koreański ostatecznie zakazał zgromadzeń w kościołach w Seulu i okolicznych metropoliach. Wywołało to natychmiastowy sprzeciw grup religijnych w kraju.  Władze zapowiedziały już, że będą domagać się odszkodowania od Sarang Jeil i jego głównego pastora za nieprzestrzeganie nakazu kwarantanny, utrudnianie procesu śledzenia potencjalnych zarażonych oraz marnowanie zasobów administracyjnych i finansowych.

Przedstawiciele prawni Jun’a odrzucają zarzuty, zaprzeczając przy tym, że kościół ukrywał pełną listę uczestników nabożeństw. Jeden z prawników, Kang Yeon-jae stwierdził, że niemożliwe jest sporządzenie listy wszystkich osób przechodzących przez drzwi kościoła, dlatego też Sarang jeil ma zamiar złożyć pozew przeciwko Ministrowi Zdrowia i burmistrzowi Seulu o zniesławienie i rozprzestrzenianie fałszywych informacji.

W ostatnich dniach w społeczeństwie koreańskim rosną negatywne nastroje względem przedstawicieli Sarang Jeil.  Już 200 tysięcy osób podpisało petycję opublikowaną 15 sierpnia, z prośbą o zatrzymanie pastora. Jun był już wcześniej aresztowany, jednak został zwolniony za kaucją. Koreańczycy domagają się ponownego zatrzymania go za „szkodzenie bezpieczeństwu społeczeństwa pod maską religijności”. Według autora petycji, przez Jun Kwang-hoon’a  cały wysiłek państwa i mieszkańców, który poszedł na walkę z pandemią, został zmarnowany, a sam pastor w żaden sposób nie okazał żalu czy obawy o stan zdrowia uczestników nabożeństw.

Sam prezydent Korei Południowej skrytykował działania członków grupy religijnej za utrudnianie walki państwa z drugą falą zachorowań w kraju, jednocześnie nazywając ich postawę „bezczelną” i zagrażającą wysiłkom państwa. Moon, nie wymieniając nazwy kościoła, zwrócił uwagę, że pewna instytucja religijna odrzuca rządowe obostrzenia przez co negatywnie wpływa na obraz kościoła i osób religijnych w całym kraju. Prezydent podkreślił, że modlitwa nie jest w stanie ocalić ludzi przed wirusem, a walka z chorobą powinna zostać w rękach pracowników medycznych i naukowców.

Lekarze wychodzą na ulice

Sytuacja epidemiologiczna pozostaje dodatkowo utrudniona przez strajk lekarzy, trwający od połowy sierpnia. W piątek 14 sierpnia, co najmniej 25% wszystkich klinik w Korei Południowej zamknęło się w formie protestu przeciwko nowym planom rządu, który planuje zwiększyć liczbę studentów medycyny o 4000 w przeciągu najbliższych 10 lat. Studenci medycyny zbojkotowali w tym roku państwowy egzamin medyczny.

Według Korean Medical Association, kraj posiada więcej medyków niż potrzebuje. Od 2010 roku ilość lekarzy przypadających na 1000 mieszkańców zwiększyła się o 3,1% – jest to sześciokrotnie wyższy wynik w porównaniu do średniej krajów OECD. Według KMA, jednostronna decyzja rządu jest niczym „nóż w plecy” lekarzy ciężko pracujących podczas pandemii.

Strajk zbiegł się z najgorszą sytuacją epidemiologiczną kraju od kilku miesięcy. Wiele seulskich szpitali została zmuszona do skrócenia godzin pracy, przesunięcia operacji i odwołania wizyt. Inni pracownicy medyczni, w tym pielęgniarki, nawołują lekarzy i rząd do znalezienia wspólnego głosu, zwracając przy tym uwagę na ich harmonogram pracy, który w czasie strajku został jeszcze bardziej obciążony.

Rząd nakazał lekarzom powrót do pracy. Tym, którzy nie zastosują się do nakazu, może zostać odebrana licencja, a w skrajnych przypadkach może grozić wyrok pozbawienia wolności do trzech lat, bądź kara grzywny do 30 milionów wonów (około 100 tysięcy PLN).

Moon Jae-in zwrócił się do medyków, porównując ich zachowanie do „żołnierzy opuszczających pole bitwy podczas wojny” oraz „odejścia z pracy strażaków podczas wielkiego pożaru”. Prezydent Korei Południowej obiecał, że rząd będzie starał się uzyskać porozumienie z lekarzami, wyrażając przy tym nadzieje, że społeczność medyków nie przymknie oczu na cierpienie osób walczących z wirusem i powróci do pracy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here