Przyszłość Korei: wyzwania dla amerykańskiej dyplomacji

440

W czerwcu 2018 r. prezydent USA Donald Trump i przywódca KRL-D Kim Dzong Un spotkali się w Singapurze. Niecały rok później pod koniec lutego 2019 r. miało miejsce kolejne spotkanie w Hanoi. Oba wydarzenia przykuły oczy całego świata, a omawianą kwestią była denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego.

Wiele osób żywiło nadzieje, że w końcu Korea Północna porzuci atomowe ambicje i otworzy się na świat. Co w zasadzie udało się osiągnąć w ciągu ostatnich dwóch lat? Jaka przyszłość czeka Koreę? Na jakim etapie są obecne negocjacje? Czy można w ogóle mówić o jakimkolwiek sukcesie? Czy może Kim ograł Trumpa?

Gra na czas?

Bez wątpienia sukces odniósł Kim Dzong Un, który uzyskał uznanie na arenie międzynarodowej, spotykając się ze światowymi przywódcami m.in. z Donaldem Trumpem, Xi Jinpingiem, Moon Jae-inem, Władimirem Putinem. Jednak poza międzynarodową legitymizacją nie uzyskał wiele. Nie udało mu się przekonać USA, by te złagodziły sankcje. Wręcz przeciwnie administracja Trumpa niejednokrotnie domagała się zwiększenia presji wobec KRL-D, np. 27 września 2018 r. sekretarz stanu Mike Pompeo, przewodnicząc posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Korei Północnej i nieproliferacji broni atomowej, zachęcał Radę do dalszego wprowadzania sankcji, aż do osiągnięcia całkowitej denuklearyzacji. Warto tutaj zaznaczyć, że zarówno rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, jak i jego chiński odpowiednik Wang Yi stwierdzili wówczas, że sankcje można złagodzić w świetle zwiększonej dyplomacji z KRL-D.

Z perspektywy czasu można zauważyć, że przyjęte wspólne oświadczenie w Singapurze stanowiło punkt wyjściowy w stosunkach dyplomatycznych na linii Waszyngton-Pjongjang. Z jednej strony spotkanie Trumpa z Kimem oddaliło widmo wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim i zbliżyło na jakiś czas oba państwa, z drugiej pokazało jak bardzo są to skomplikowane relacje:

  1. Stany Zjednoczone i KRL-D zobowiązują się ustanowić nowe relacje zgodnie z pragnieniem narodów obu krajów, aby zapewnić pokój i dobrobyt.
  2. Stany Zjednoczone i KRL-D połączą swoje wysiłki na rzecz zbudowania trwałego i stabilnego systemu pokojowego na Półwyspie Koreańskim.
  3. Potwierdzając deklarację z Panmundżom z dnia 27 kwietnia 2018 r., KRL-D zobowiązuje się podjąć działania zmierzające do całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.
  4. Stany Zjednoczone i KRL-D zobowiązują się do odzyskania szczątków POW / MIA [więźniów wojennych/zaginionych w akcji], w tym do natychmiastowej repatriacji osób już zidentyfikowanych.

Z czterech klauzul prawdopodobnie tylko jedna została zrealizowana, choć częściowo, a była to repatriacja 55 szczątków amerykańskich żołnierzy poległych podczas wojny koreańskiej. Przekazanie ww. szczątków odbyło się niecały miesiąc po szczycie w Singapurze. Pomimo licznych zapewnień kolejne repatriacje wstrzymano na skutek nieudanego szczytu w Hanoi w 2019 roku.

W pozostałych przypadkach trudno doszukać się jakiegoś postępu, zwłaszcza w 3. punkcie, gdzie jest mowa o całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Podobnie sprawa ma się z kwestią praw człowieka w KRL-D, którą kompletnie przemilczano. Zarówno Donald Trump, jak i Kim Dzong Un unikali tego tematu, a w świetle raportów Amnesty International oraz relacji uciekinierów Korea Północna nadal pozostaje brutalnym reżimem. W tym wypadku można mówić o zwycięstwie Kima, ponieważ USA skupiły się tylko na problemie zbrojeń, pomijając przy tym wspomnianą kwestię.

W związku z powyższym szczyt w Singapurze złośliwie określono jako sesje zdjęciowe dwóch najbardziej kontrowersyjnych polityków na świecie, uosabiających przeciwstawne wartości, reprezentujących dwa odmienne światy, gotowych do rozpoczęcia III wojny światowej. Nie inaczej było ze szczytem w Hanoi. Na konferencji prasowej w USA Donald Trump i sekretarz stanu Mike Pompeo stwierdzili, że obie strony poczyniły postępy, ale Korea Północna wezwała do zniesienia sankcji „w całości” w zamian za częściową denuklearyzację, którą Stany Zjednoczone z oczywistych względów odrzuciły. Minister spraw zagranicznych Korei Północnej Ri Yong Ho (2016-2020) również wydał oświadczenie na konferencji prasowej, w którym stwierdził, że KRL-D zażądała częściowego zniesienia sankcji w zamian za trwałe zaprzestanie testów rakiet balistycznych oraz całkowity i możliwy do zweryfikowania demontaż obiektów w Yongbyon. Nieoficjalnie Trump zachęcał Kima, niczym w rosyjskiej ruletce, do „wejścia za wszystko”, ale Kim najwidoczniej nie był gotowy na taki krok.

Od momentu zakończenia II szczytu w Hanoi minęło 1,5 roku. Przez cały 2019 rok jedna i druga strona unikała konstruktywnych działań, ograniczając dialog do niezbędnego minimum. USA nie zdecydowały się na konkretne kroki, trzymając się twardo jednej zasady – całkowita denuklearyzacja albo nic.

W celu zaciśnięcia współpracy z sojusznikami (Koreą Południową i Japonią) 29 marca 2019 r. Mike Pompeo spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Republiki Korei Kang Kyung-wha w Waszyngtonie, aby omówić postępy po szczycie USA-KRL-D. Podobne spotkanie miało miejsce na początku października tego samego roku, gdzie specjalny przedstawiciel USA od Korei Północnej Stephen Biegun, dyrektor generalny japońskiego ministerstwa spraw zagranicznych ds. Azji i Oceanii Shigeki Takizaki oraz specjalny przedstawiciel Korei Południowej ds. pokoju i bezpieczeństwa na Półwyspie Koreańskim Lee Do-hoon spotkali się także w Waszyngtonie w celu omówienia nieudanych rozmów na linii Waszyngton-Pjongjang.

Natomiast Kim Dzong Un w tym czasie zacieśniał współpracę z Chińską Republiką Ludową. Od początku 2018 r. lider Korei Północnej spotkał się z Xi Jinpingiem pięć razy. Warto tutaj zaznaczyć, że lider ChRL nie pozostał dłużny i pierwszy raz udał się do Pjongjangu w czerwcu 2019 r. Tym samym relacje chińsko-północnokoreańskie weszły na inny poziom, m.in. zaciśnięto współpracę gospodarczą, a dla komunistycznych Chin Korea Północna stała się ważną kartą przetargową w stosunkach ze USA. Ponadto Kim Dzong Un spotkał się z Putinem we Władywostoku w kwietniu tego samego roku. Wspomniane wizyty zarówno z Przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej, jak i prezydentem Rosji miały na celu odnowieniu więzi dyplomatycznych i szukanie poparcia w celu złagodzenia sankcji gospodarczych.

30 czerwca 2019 r. prezydent USA Donald Trump spotkał się z Kim Dzong-Unem w strefie zdemilitaryzowanej i został pierwszym prezydentem w historii USA, który postawił stopę na terytorium północnokoreańskim. Przywódcy zgodzili się wznowić negocjacje, jednak skończyło się tylko na deklaracjach. Pomimo toczonych rozmów na niższym szczeblu KRL-D w 2019 r. przeprowadziła 22 próby rakietowe (z czego 21 zakończonych sukcesem). Co prawda nie były to rakiety dalekiego zasięgu tylko z serii KN-23, KN-24, KN-25, to mimo to naruszały przyjęte postanowienia z Singapuru.

Tylko jedna próba rakietowa wydawała się być na tyle zaawansowana, że zwróciła uwagę USA. Mowa tutaj o rakiecie Pukguksong-3, którą wystrzelono z łodzi podwodnej na początku października 2019 roku. Rzecznik departamentu stanu USA wezwał wówczas KRL-D, by ta:

powstrzymała się od prowokacji, przestrzegała zobowiązań wynikających z rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, pozostała zaangażowana w merytoryczne i trwałe negocjacje oraz dołożyła wszelkich starań, aby zapewnić pokój i stabilność na Półwyspie Koreańskim w celu osiągnięcia denuklearyzacji.

Pomimo tego w oficjalnych komunikatach ogłoszono że zaufanie prezydenta USA Donalda Trumpa do przywódcy Korei Północnej Kim Dzong-Una jest „nadal utrzymywane” oraz „istnieje wola działania” na rzecz dalszych negocjacji. Wyrazem tego było odroczenie ćwiczeń militarnych Combined Flying Training Event USA-ROK w połowie listopada. Sekretarz Obrony USA Mark Esper podkreślił to jako „wysiłek Stanów Zjednoczonych i Republiki Korei w dobrej wierze, aby umożliwić pokój” oraz „ułatwić porozumienie polityczne – porozumienie, które doprowadzi do denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego”. W tej kwestii odmienne zdanie miała KRL-D, bo już następnego dnia przewodniczący koreańskiego komitetu pokoju dla Azji i Pacyfiku, Kim Yong Chol, odpowiedział, że odroczenie ćwiczeń „nie oznacza zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa na Półwyspie Koreańskim i nie jest to pomocne w wysiłkach dyplomatycznych zmierzających do rozwiązania bieżących problemów”. Według niego „USA starają się tylko zyskać na czasie, [i] jeśli naprawdę chcą kontynuować dialog, muszą porzucić wrogą politykę wobec KRL-D”.

Niestety, jak można było przypuszczać Koreańczycy ponownie zaczęli „straszyć”, domagając się ustępstw w zakresie sankcji gospodarczych. Natomiast niepowodzenie negocjacji przerzucano na USA. Potwierdził to swoim wystąpieniem wiceminister spraw zagranicznych Korei Północnej ds. USA, Ri Thae Song, który na początku grudnia wydał oświadczenie: „KRL-D zrobiła dotychczas wszystko w sposób przejrzysty i jawny (…), dlatego ponownie przypominam Stanom Zjednoczonym, że zbliża się termin końca rozmów”. W ostrzejszym tonie wypowiedział się już tylko Donald Trump, omawiając impas w negocjacjach z Koreą Północną: „Jesteśmy silniejsi militarnie niż kiedykolwiek… miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli tego wykorzystywać, ale jeśli to zrobimy, wykorzystamy to”. Po czym dodał „Mam nadzieję, że [Kim Dzong Un] dotrzyma umowy, ale przekonamy się o tym”.

Na Półwyspie Koreańskim bez zmian?

Pomimo przyjętych deklaracji i kontynuowania rozmów (na niższym szczeblu) widmo pogłębienia się kryzysu jądrowego wciąż jest obecne, zwłaszcza że arsenał rakietowy obok broni atomowej również pozostaje kwestią otwartą. Przemówienie Kim Dzong Una z 1 stycznia 2020 r. na VII Komitecie Centralnym Partii Robotniczej Korei zapowiedziało złowieszcze obietnice, które były sprzeczne z duchem oświadczenia z Singapuru, w tym zapowiedź rychłej demonstracji nowej broni strategicznej i zakończenia moratorium na testowanie broni jądrowej i międzykontynentalnych pocisków balistycznych:

Powinniśmy rozpocząć ofensywę, by dokonać znaczącego przełomu, zneutralizować sankcje i naciski wrogich sił oraz otworzyć nową drogę dla budowy socjalizmu. Ta ofensywa jest zadaniem naszych czasów, które powinno być wykonane bezbłędnie, zarówno z perspektywy zadań bieżących, jak i przyszłych wymagań naszej rewolucji.

Jednak „ofensywa” została nieoczekiwanie zatrzymana w postaci nowego zagrożenia, mowa tutaj o koronawirusie, który niespodziewanie wybuchnął w Chinach, a następnie rozprzestrzenił się po całym świecie, dotykając również KRL-D.  Wydaje się, że Kim Dzong Un przed wybuchem pandemii przygotowywał swoje państwo do kolejnych działań, jednak wspomniany wirus mógł pokrzyżować te plany, albo ograniczyć je do absolutnego minimum realizacji. Należy tutaj podkreślić, że Korea Północna, jak wszystkie państwa na świecie, zmaga się z koronawirusem. Pomimo ogłoszonego „sukcesu walki” z epidemią tajemnicą pozostaje, jak Pjongjang radzi sobie z nową sytuacją (ile osób zmarło, ilu jest zakażonych itp.). W tym kontekście spekulowano nawet o stanie zdrowia samego Kim Dzong Una, który od marca do maja był praktycznie nieobecny w przestrzeni publicznej z powodu zdrowotnych (np. po raz pierwszy w okresie ośmiu lat swojej władzy ominął on najważniejsze uroczystości z 15 kwietnia – tak zwany Dzień Słońca, czyli 108. urodziny założyciela Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej – Kim Ir Sena).

Wspomniane zniknięcie lidera północnokoreańskiego zaniepokoiło niektórych obserwatorów oraz wywołało lawinę spekulacji co do zdrowia Kim Dzong Una. Jednak w historii KRL-D nie był to pierwszy przypadek np. Kim Dzong Il po udarze mózgu w 2008 r. również unikał wystąpień publicznych. Sam Kim Dzong Un w 2014 roku zniknął niemalże na miesiąc, po czym pojawił się o lasce, kulejąc, co jednoznacznie wskazuje, iż już wtedy miał problemy zdrowotne.

Pandemia koronawirusa utrudniła w znacznym stopniu jakikolwiek dialog w sprawie denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Jeszcze przed ogłoszeniem światowej pandemii przez WHO doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Białego Domu Robert O’Brien zapewniał, że administracja Trumpa zaprosiła Koreę Północną „różnymi kanałami” do wznowienia rozmów.

Jednak można było odnieść wrażenie, że zarówno strona amerykańska, jak i północnokoreańska unikała konstruktywnych rozmów, sprowadzając wypowiedzi do pewnych ogólników. W zasadzie można stwierdzić, że wzajemne relacje uległy znacznemu pogorszeniu od końca marca 2020 roku. Podczas telekonferencji światowych przywódców G7, sekretarz stanu USA Michael Pompeo poprosił inne kraje o „dalsze zaangażowanie w wywieraniu dyplomatycznej i ekonomicznej presji na nielegalne programy jądrowe i balistyczne [Korei Północnej]”, co natychmiast spowodowało reakcję Pjongjangu.

31 marca 2020 r . starszy negocjator Korei Północnej ze Stanami Zjednoczonymi wydał oświadczenie za pośrednictwem państwowej Koreańskiej Centralnej Agencji Prasowej (KCAP), w którym stwierdził, że KRL-D nie jest już zainteresowana negocjacjami z USA. W odpowiedzi na uwagi Pompeo podczas telekonferencji G7 zapowiedział, że:

pójdziemy własną drogą. Nie chcemy, aby Stany Zjednoczone nam przeszkadzały. Jeśli będą nas niepokoić, to gorzko tego pożałują”.

Niespełna dwa tygodnie później Rada Bezpieczeństwa ONZ sfinalizowała coroczny raport  panelu ekspertów dotyczący Korei Północnej, w którym wnioski były miażdżące. Wskazano w nim, że Pjongjang kontynuował rozwój swoich programów jądrowych i balistycznych przez cały 2019 r., łamiąc tym samym wiele rezolucji. Według raportu KRL-D nielegalnie importowała i eksportowała objęte sankcjami produkty oraz przeprowadziła serię cyberataków na globalne banki, aby uniknąć sankcji finansowych.

W wyniku pogarszających się stosunków i impasu w negocjacjach 10 czerwca Korea Północna podjęła decyzje o zerwaniu tzw. gorących linii, umożliwiających regularne kontakty telefoniczne między wojskowymi, urzędnikami i przywódcami obu państw koreańskich. Za symboliczny moment można uznać wysadzenie w powietrze wspólnego biura łącznikowego w Kaesong przez KRL-D, które miało miejsce 16 czerwca. Co ciekawe sam budynek został ufundowany przez Republikę Korei, ale znajdował się na ziemi północnokoreańskiej. Wspomniane biuro było już zamknięte od 30 stycznia z powodu pandemii koronawirusa, to jednak stanowiło ważny ośrodek dyplomatycznych działań obu państw koreańskich. Wysadzenie go w powietrze jest sygnałem, że obecne negocjacje nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. W związku z powyższym zapowiadana „nowa era pokoju” może być zagrożona.

Warto tutaj zaznaczyć, że Korea Północna podjęła decyzję o zniszczeniu biura łącznikowego na skutek „prowokacji południowokoreańskiej”. Mowa tutaj o tajemniczych balonach z ulotkami godzącymi w wizerunek Kim Dzong Una puszczanymi na północ od strefy zdemilitaryzowanej: „Niedawny głupi akt śmiałości naruszył godność naszego najwyższego kierownictwa” – można było przeczytać w oświadczeniu KCNA.  Za całą tą akcją stali uciekinierzy z KRL-D oraz inni aktywiści dopominający się o przestrzeganie praw człowieka w Korei Północnej. Takie działania nie są nowością, ponieważ od momentu zawarcia rozejmu w 1953 r. w Panmundżomie obie strony uciekały się do takich metod. W tym wypadku powyższa akcja posłużyła jako doskonały powód do obarczenia Republiki Korei winą za obecne niepowodzenia w negocjacjach. Korea Północna stwierdziła, że ​​ulotki naruszyły umowę, którą Kim Dzong Un i Moon Jae-in podpisali w 2018 r., kiedy obaj przywódcy zgodzili się zaprzestać „wszelkich wrogich działań”, w tym nadawanie przez głośniki wrogich komunikatów i dystrybucję ulotek wzdłuż wspólnej granicy.

Dla prezydenta Republiki Korei działania KRL-D niwelują ostatnie wysiłki na rzecz denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Tydzień po wysadzeniu biura Moon Jae-in wezwał, aby KRL-D powróciła do stołu negocjacyjnego:

Droga, którą muszą podążać dwie Koree jest jasna. Podobnie jak rzeka, która płynie i skręca, ale ostatecznie dociera do morza. Południe i Północ muszą zachować optymistyczną wiarę i podjąć każdy krok w kierunku pojednania narodowego, pokoju i zjednoczenia, niezależnie od tego, jak wolno to będzie przebiegać”.

Jednak KRL-D nie wydaje się być zainteresowana dialogiem w chwili obecnej. Na początku lipca Kim Jo Dzong – siostra Kim Dzong Una, która według niektórych obserwatorów jest drugą najważniejszą osobą w państwie oznajmiła, że Korea Północna „nie powinna przyjmować propozycji rozmów na szczycie w tym roku, bez względu na to, jak bardzo chcą tego Stany Zjednoczone”, dodając, że denuklearyzacja „nie jest obecnie możliwa” i „może być zrealizowana tylko wtedy, gdy po drugiej stronie nastąpią poważne zmiany”.

W stosunkach z Republiką Korei Kim Dzong Un prawdopodobnie podąża starym, sprawdzonym scenariuszem – prowokacja, następnie negocjacje, minimalizowanie zagrożenia, znowu zaognienie relacji i powrót do środków dyplomatycznych.

Wydawać się mogło, że igrzyska w Pjongczangu z 2018 r. będą początkiem historycznego pojednania państw koreańskich. W chwili obecnej nie wiadomo jest, jak będzie przebiegać denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego oraz jak będą kształtować się wzajemne stosunki pomiędzy KRL-D a Republiką Korei. Niewykluczone, że z początkiem 2021 r. będą nowe prowokacje ze strony Pjongjangu lub sytuacja będzie niestabilna w związku zaprezentowaniem „nowej broni strategicznej” ostatnio na paradzie z okazji 75. rocznicy powstania  Partii Pracy Korei. Mowa tutaj o międzykontynentalnych pociskach balistycznych (ICBM), pociskach balistycznych wystrzeliwanych z okrętów podwodnych (SLBM) oraz pociskach krótkiego zasięgu. Ponadto pokazano nowy model czołgu, co oznacza, że armia północnokoreańska jest przezbrajana.

Powrót do stabilnej „niestabilności”?

Nowy kryzys na Półwyspie Koreańskim może pojawić się na kilka sposobów. Po pierwsze, mógłby być wywołany przez samą Koreę Północną, która przyspieszyłaby rozwój swoich zdolności nuklearnych i rakietowych. Od początku 2020 r. reżim północnokoreański wystrzelił dziewięć rakiet krótkiego zasięgu KN-25 (7 razy) oraz KN-24 (2 razy). Udane testy  w rażący sposób naruszyły umowę wojskową z 2018 r. zawartą między Pjongjangiem a Seulem. Chociaż Koreańska Centralna Agencja Informacyjna wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że „ogień miał na celu ponowne potwierdzenie i pokazanie dowódcom [Koreańskiej Armii Ludowej] taktycznych działań i mocy nowego systemu uzbrojenia”.

Warto tutaj zaznaczyć, że w momencie, gdy cały świat zaobserwowany jest pandemią koronawirusa KRL-D mogłaby wykorzystać ten czas na rozwój środków przenoszenia broni jądrowej. Taki scenariusz jest możliwy zwłaszcza, że administracja Trumpa nie potępiła w ostatnim czasie działań Korei Północnej.

Niektórzy eksperci ze USA wskazują, że kryzys na Półwyspie Koreańskim może być wznowiony niekoniecznie przez militarne kroki Kim Dzong Una. Polityka maksymalnej presji realizowana przez administrację Trumpa z jednej strony spełnia swoją rolę, uniemożliwiając niektóre działania KRL-D (m.in. swobodny rozwój technologii rakietowej) z drugiej strony „ściśnięty gorset” może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Obowiązujące sankcje ekonomiczne drastycznie już ograniczyły i tak skąpe możliwości gospodarcze KRL-D –  wskutek ograniczenia importu w pierwszym kwartale 2020 r. mieszkańcy wielu regionów zmagają się z niedoborem produktów. Susan A. Thornton z Paul Tsai China Center, która zajmuje się sprawami Azji i Pacyfiku w USA tak podsumowała dotychczasowe działania rządu:

Ustanowiliśmy drakoński system sankcji. Mieliśmy maksymalny nacisk ze strony całej społeczności globalnej, więc myślę, że mogliśmy sprawdzić, ile Korea Północna jest w stanie wytrzymać, ile sankcji udźwignie”.

Po szczycie w Hanoi Korea Północna praktycznie straciła nadzieję na złagodzenie sankcji lub ich usunięcie, przynajmniej tymczasowo. Wobec tego skupiła się na pobudzaniu gospodarki w rolnictwie i przemyśle. Niestety gospodarka Korei Północnej nadal się pogarsza z powodu sankcji i COVID-19.

W konsekwencji połączony efekt sankcji i rozprzestrzeniającego się wirusa po terytorium Korei Północnej przyniosłyby skutek o wiele bardziej śmiercionośny niż kolejna próba rakietowa. To czego najbardziej obawia się Kim Dzong Un to wewnętrznej destabilizacji, która teoretycznie mogłaby zagrozić reżimowi. Jeśli doszłoby do niepokojów lub wzrostu niezadowolenia ludności reżim wykorzystałby działania wojskowe do zademonstrowania jedności narodowej, by w ten sposób ukryć wszelkie słabości i zmusić USA do złagodzenia sankcji. Jednak jak zaznacza Scott Snyder (analityk ds. koreańskich z ośrodka CFR):

„Sytuacja w Korei Północnej nie jest dobra, najwyraźniej nie jest wystarczająco zła, aby doprowadzić Koreańczyków do stołu negocjacyjnego po szczycie w Hanoi i nie jest na tyle zła, aby uniemożliwić im kontynuację produkcji broni jądrowej i systemów jej przenoszenia”.

Zastanawiającą kwestią pozostają obecne wybory w USA. Kto je wygra? Donald Trump ubiegający się o reelekcję czy może Joe Biden? Wiele na to wskazuje, że Kim Dzong Un woli obecną sytuację przeczekać i w zależności od tego kto zostanie prezydentem USA, to podejmie nowe kroki dyplomatyczne lub militarne prowokacje – po zakończeniu kampanii wyborczej w USA można spodziewać się agresywnych działań Pjongjangu. W ten sposób KRL-D będzie chciała ukształtować środowisko międzynarodowe do własnych potrzeb, by następnie skłonić je do ustępstw.

W tym kontekście pogarszające się relacje na linii Pekin-Waszyngton mogą być również polem manewru dla dyplomacji północnokoreańskiej. Korea Północna mogłaby wykorzystać rosnącą rywalizację Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową do rozgrywania przeciwko sobie głównych mocarstw dla własnej korzyści. Należy tutaj wspomnieć, że na podobne działania zdecydował się Kim Ir Sen w przeszłości, gdy ChRL rywalizowała z ZSRR o światowe przywództwo w komunizmie. Wówczas KRL-D  mocno zaangażowała się w tzw. ruch państw niezaangażowanych, budując w ten sposób własną pozycję.

Co byłoby potrzebne, aby skłonić pana do denuklearyzacji?

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczangu okazały się punktem zwrotnym w historii dyplomacji państw koreańskich. To samo można powiedzieć o szczycie w Singapurze, który chwilowo zażegnał konflikt na linii Waszyngton-Pjongjang. Jednak już II szczyt w Hanoi pokazał zasadnicze różnice pomiędzy USA a KRL-D. Kim Dzong Un zmierzał do odprężenia w stosunkach ze USA, szukając porozumienia. Natomiast Donald Trump oczekiwał całkowitej denuklearyzacji.

W chwili obecnej stosunki między USA a Koreą Północną znajdują się w stanie względnego impasu z powodu wielu wewnętrznych wyzwań, przed którymi stanęli liderzy obu państw. Jednak Kim Dzong Un doskonale wie, że jeśli cokolwiek, co może skłonić Stany Zjednoczone do przystąpienia do stołu negocjacyjnego, to jest to broń jądrowa i międzykontynentalne pociski balistyczne zaprezentowanie na ostatniej paradzie.

Niezależnie od tego kto wygra wybory prezydenckie w USA nowa lub obecna administracja będzie musiała ponownie zaangażować się w działania dyplomatyczne i określić priorytetowe działania wobec KRL-D. Denuklearyzacja i stabilny proces pokojowy na Półwyspie Koreańskim są zadaniami, które nieprzerwalnie towarzyszą każdej administracji amerykańskiej od początku lat 90. XX wieku. Niewykluczone, że Waszyngton będzie musiał całkowicie przebudować swoją politykę względem Pjongjangu, ponieważ kazus Korei Północnej pokazuje, że nie ma prostych rozwiązań, a oba państwa różnią się pod każdym względem: inne systemy polityczne, położenie geograficzne, a w związku z tym inna historia, kultura, spojrzenie na prawa jednostki i prawa człowieka itp. Do tego dochodzi jeszcze kwestia stosunków dyplomatycznych, które oficjalnie nie są ustanowione, więc zarówno USA, jak i KRL-D nie mają bezpośredniego kontaktu.

Dla reżimu północnokoreańskiego arsenał nuklearny stanowi polisę ubezpieczeniową przed ewentualną interwencją z zewnątrz. Do dnia dzisiejszego Korea Północna twierdzi, że wieloletnia wroga polityka USA uzasadnia ciągły rozwój broni jądrowej. W tym kontekście KRL-D wyciągnęła lekcje z amerykańskich misji niosących „demokracje” na Bliskim Wschodzie. Ponadto broń atomowa określana w północnokoreańskiej propagandzie jako „potężny miecz”, „klejnot koronny” jest argumentem z którym muszą liczyć się nie tylko USA i Republika Korei, Japonia, ale również pozostałe państwa regionu: Chińska Republika Ludowa, Rosja.

Rozmowy z Chinami

Kluczowe jest tutaj pytanie na ile, wymienione państwa regionu, są w stanie ze sobą współpracować, by wspólnymi siłami zmusić Kim Dzong Una do porzucenia niebezpiecznych programów militarnych? W tym wypadku można zauważyć pewien rozdźwięk, np. w przeszłości ChRL zachęcała do wznowienia formatu rozmów sześciostronnych, które z kolei odrzuciły USA. W innym przykładzie dyplomaci chińscy i rosyjscy zachęcali Trumpa do zmniejszenia sankcji, na co amerykański prezydent nie zgodził się. Można odnieść wrażenie, że w najbliższym czasie Xi Jinping będzie grał koreańską kartą w negocjacjach z Amerykanami.

W ocenie autora problem atomowych ambicji KRL-D może być takim przysłowiowym asem w rękawie dla Xi Jinpinga w relacjach z Waszyngtonem. Gdyby w następstwie pandemii stosunki między USA a Chinami nadal się pogarszały, Pekin mógłby dostrzec korzyści w dalszej pomocy dla KRL-D w obchodzeniu sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ, co zresztą robi dostarczając żywność i inne produkty reżimowi. W ten sposób Chińczycy mogliby wykorzystać problem północnokoreański do własnych celów ze USA. Wobec tego pojawia się pytanie, czy Chińska Republika Ludowa odegra konstruktywną rolę w procesie denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego?

Nie jest nowością, że klucz do rozwiązania problemu Korei Północnej znajduje się w Chinach, bez których denuklearyzacja nie wydaje się możliwa. Stany Zjednoczone chcąc zmusić Kim Dzong Una do porzucenia broni atomowej i rakietowej nie mogą polegać tylko na samych sankcjach. Bo w ich wyniku Pjongjang zaciska współpracę z Pekinem, na który zawsze może liczyć. Wypracowanie konstruktywnego podejścia pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Stanami Zjednoczonymi przy współudziale pozostałych państw regionu Azji Północno-Wschodniej (Republiki Korei, Japonii, Federacji Rosyjskiej) być może zmusiłoby KRL-D do zaprzestania rozwijania niebezpiecznych programów militarnych.

W tym wypadku czas gra na niekorzyść USA. Patrząc w przeszłość można zauważyć, że Koreańczycy systematycznie rozwijali swoje programy militarne, a każda administracja amerykańska, próbując powtrzymać zapędy przywódców KRL-D ponosiła na tym polu klęskę. Broń atomowa nie wydaje się już być jedynym zmartwieniem dla USA. Mowa tutaj o proliferacji technologii jądrowej i rakietowej, która z jednej strony może stanowić źródło dochodu dla KRL-D. Z drugiej strony świadomie lub nie Pjongjang może uzbroić grupy terrorystyczne (np. Hamas, Hezbollah), które za cel mogłyby obrać USA lub inne państwo.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze, wspomniana wcześniej, kwestia zdrowia przywódcy KRL-D. W tym kontekście nasuwa się pytanie o przyszłą sukcesję władzy. Do tej pory przebiegała ona pomyślnie po stronie rodziny Kimów. Jednak brak męskiego potomka lub nagła śmierć Kima mogłaby być katalizatorem niekontrolowanych zmian, np. władzę przejąłby ktoś inny z rodziny lub nawet z zewnątrz. O ile w latach 90. ubiegłego stulecia poważnie rozważano tzw. atak prewencyjny i zniszczenie strategicznych punktów wojskowych, to obecnie coraz więcej mówi się o unieszkodliwieniu najważniejszych osób w KRL-D i odsunięcie klanu Kimów od władzy. Zmiana reżimu i dopuszczenie polityków ukierunkowanych na wewnętrzne zmiany lub prochińskich jest opcją, która stale jest rozważana nie tylko przez USA, ale również i Chińską Republikę Ludową.

***

W ocenie autora wznowienie wielostronnej dyplomacji i zaproszenie wszystkich państw regionu Azji Północno-Wschodniej do stołu negocjacyjnego pozwoliłoby wypracować mechanizm za pomocą którego udałoby się skłonić Kim Dzong Una do ustępstw lub nawet do rezygnacji z broni atomowej. Ponadto odpowiedzialność spadłaby na wszystkie państwa regionu, a problem północnokoreańskich zbrojeń nie byłby prywatną sprawą pomiędzy USA a KRL-D, jak uczynił to Donald Trump. Dodatkowo Korea Północna nie wykorzystałaby różnic pomiędzy głównymi mocarstwami lub nie zakwestionowałaby sojuszu amerykańsko-południowokoreańskiego.

Jednak należy pamięć, że chcąc zmusić KRL-D do jakichkolwiek ustępstw należy dać jej coś w zamian. W tym wypadku gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA mogą okazać się niewystarczające. Natomiast polityka maksymalnej presji pokazała, że Koreańczycy są w stanie znieść wiele. W związku z powyższym potrzebna będzie długofalowa strategia, by denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego stała się faktem.

PODZIEL SIĘ
Absolwent studiów magisterskich na kierunku Historia, Studia Azjatyckie i licencjackich na kierunku Stosunki Międzynarodowe (specjalizacja: dyplomacja współczesna) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Główne obszary zainteresowań: polityka USA wobec Półwyspu Koreańskiego, polityka zagraniczna państw koreańskich, stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy ChRL a KRL-D. Obecnie pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. Adres email: karolstarowicz@wp.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here