Turecka ambasada ostatnim przyczółkiem NATO w Afganistanie

255

Przy całym zgiełku związanym z pośpieszną, paniczną nawet ewakuacją personelu zachodnich państw z Afganistanu jedynym przedstawicielem NATO, który szybko otworzył szerokie pasmo dyplomatycznych kanałów z talibami, jest Turcja. Jest też ostatnim krajem Sojuszu Północnoatlantyckiego, którego ambasada w Kabulu jest nadal otwarta.

Ostatni bastion NATO

Turcy stale zabiegali o możliwość pozostania na terytorium Afganistanu i zapewniania bezpieczeństwa lotniska w Kabulu. Talibowie jednak nie życzyli sobie obcych wojsk na swoim terytorium. W ostatnich dniach sierpnia prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdogan, przyjął tę decyzję do wiadomości. Jednocześnie zaznaczył, że jeśli tylko talibowie poproszą o wsparcie wojskowe, to Turcja będzie gotowa je zapewnić. Eksperci spodziewali się, że Turcy, a być może i żołnierze innych państw, pozostaną w ograniczonej liczbie w Afganistanie. Nie doceniono jednak szybkości przejmowania kontroli nad krajem przez talibów.

Rola Ankary w postamerykańskim Afganistanie mogłaby opierać się nie tylko na utrzymaniu kanałów komunikacyjnych w pierwszych miesiącach po zakończeniu NATO-wskiej misji, ale też równoważeniu wpływów Chin i Rosji, które prawdopodobnie wypełnią próżnię pozostawioną przez Stany Zjednoczone. Dotychczas Pekin i Moskwa mogły w pewnej mierze współpracować w Afganistanie, bo łączył je wspólny adwersarz zza oceanu. Pozostawione same sobie potęgi mogą mieć teraz znacznie twardszy orzech do zgryzienia przy podejmowaniu negocjacji ws. bezpieczeństwa.

Metale ziem rzadkich pod kontrolą watażków

Turcja z pewnością nie może konkurować z Chinami w kwestii inwestycji w kraju. Afganistan dysponuje ogromnymi złożami metali ziem rzadkich, litu, kobaltu i innych surowców. Ich eksport był dotychczas utrudniony przez brak infrastruktury kolejowej i drogowej oraz niechęć zachodnich inwestorów do wchodzenia na tak niestabilny i ryzykowny rynek. Równie ważne były względy bezpieczeństwa – wiele ważnych szlaków transportowych było atakowanych przez talibów i lokalnych watażków. Chińczycy liczą, że po zmianie władzy talibowie będą trzymać drogi transportowe pod kontrolą, zapewnią bezpieczeństwo wydobycia i ochronę chińskich pracowników.

W kwestii bezpieczeństwa zarówno Chiny i Rosję, jak i byłe sowieckie republiki środkowoazjatyckie łączy strach przez wzrostem religijnego fundamentalizmu. Ten mógłby łatwo rozprzestrzenić się w muzułmańskich społecznościach. Doprowadziłoby do destabilizacji regionu i ataków terrorystycznych, a także separatystycznych resentymentów. W samych Chinach Ujgurzy są prześladowani ze względu na te niepokoje Pekinu, a większa aktywność islamistycznych bojówek w pobliżu zamieszkiwanej prze Ujgurów prowincji Sinciang byłaby poważnym problemem dla ChRL. To zagrożenie rozumie też Rosja, dlatego można oczekiwać ich współpracy w zakresie zwalczania religijnego ekstremizmu. Talibowie nie jawią się jako przyjazny sojusznik w tej walce.

Z talibami warto rozmawiać

Po drugiej stronie stoi zaś Turcja. Nie ma bezpośredniej granicy z Afganistanem i utrzymuje nieformalne relacje z wieloma ugrupowaniami i organizacjami islamistycznymi uznawanymi za terrorystyczne. Ankarę oskarża się o kontakty z Al-Kaidą czy bojownikami Państwa Islamskiego. Kraj rzekomo opłaca ich jako najemników w konfliktach zbrojnych na Bliskim Wschodzie, np. w Libii czy w Syrii.

Otwartym pozostaje pytanie, jak Turcja odnajdzie się w nowej rzeczywistości. Ankara ma dobre relacje z innymi republikami Azji Środkowej, gdzie buduje wspólnotę tureckich (turkijskich) narodów. Wprawdzie Afganistan nie zalicza się do nich, ale chcąc mieć wpływ w regionie, Turcja nie może pozwolić sobie na marginalną rolę w Afganistanie. Dodatkowo ma szansę zostać adwokatem NATO-wskich interesów i równoważyć wpływy Rosji i Chin. Współpraca Turcji z talibami pozwoliłaby Zachodowi realizować część celów rękami Ankary. Jednocześnie zażegnałaby ryzyko krytyki zachodnich społeczeństw za dialog z fundamentalistami, którzy nie respektują praw kobiet.

Ten kij ma dwa końce, bo zaangażowania Turcji nie można wiązać z bezwarunkową lojalnością wobec interesów NATO. Ankara niejednokrotnie w ostatnich latach dowodziła, że potrafi realizować własny kurs polityczny, nie oglądając się na interesy sojuszników, a często nawet bezpośrednio się im przeciwstawiając. Na Bliskim Wschodzie łączyło się to często z rozwiniętą współpracą z Rosją. Jest ona o tyle skomplikowana, że lokalne frakcje wspierane przez te kraje raz się zwalczają, a innym razem dogadują. System targów, który potrafi raz rozpalić, a raz zamrozić dany konflikt, mógłby teraz pojawić się w Afganistan. Taka gra będzie jednak ryzykowna dla Turcji. Afganistan jest miękkim podbrzuszem Rosji i Moskwa z pewnością będzie tutaj znacznie bardziej asertywna, a być może nawet agresywna. Czas pokaże, na jaką formę obecności w Afganistanie zdecyduje się Erdogan.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here