Od dostatku do nędzy – anatomia upadku Libanu

425

„Spór polityczny w Libanie toczy się na bardzo wielu płaszczyznach – zaawansowanej płaszczyźnie prawnej, medialnej, a także przy użyciu karabinów i granatników. To jest teatr polityczny, którego aktorzy zapominają o dobru całości. Te partykularyzmy rozrywają Liban” – tą refleksją dr hab. Łukasz Fyderek, ekspert Pulsu Azji, zakończył pierwszą część rozmowy z Dariuszem Rosiakiem w „Raporcie o stanie świata”.

Szybka droga do ubóstwa

Prowadzący zaznaczył, że Liban jest w tragicznej sytuacji gospodarczej i społecznej. Jest galopująca inflacja, drożyzna, przerwy w dostawie prądu, niedawno padła cała sieć energetyczna kraju. Ludność zaczyna powoli zaczyna głodować. Gość programu kontynuował tę myśl, przytaczając statystyki mówiące, że już 80% kraju żyje poniżej granicy ubóstwa. „Mówimy tu o kraju, który jeszcze 3-4 lata temu był krajem dostatnim, z poziomem życie w miastach nie odbiegał od poziomu polskiego. To jest bardzo niepokojące, gdy mówimy o tej apokalipsie, która dotyka Liban” – mówił Fyderek.

Ekspert zauważył, że mówiąc o państwach upadłych w ujęciu komparatystycznym, w politologii mamy zazwyczaj na myśli biedne państwa, gdzie PKB per capita jest nikłe. To wyjaśnia, dlaczego instytucje są słabe i państwo stacza się w otchłań konfliktu zbrojnego. Liban jest właściwie jedynym w tym momencie, które było zamożne, a teraz zmaga się z blackoutem, brakiem paliwa na stacjach czy ubóstwem. Stało się to bardzo szybko, właściwie w dwa lata. Oczywiście bolączki, które do tego doprowadziły, mają korzenie znacznie głębiej.

Walki frakcyjne powodem niedoborów energii

Od kilkunastu lat są problemy z dostawami prądu, tyle tylko, że nadzwyczaj skorumpowana i podzielona klasa polityczna, która odgrywała i odgrywa teatr polityczny, robiła wszystko, żeby nie rozwiązać tego problemu. Powodem tego jest fakt, że modernizacja elektrowni pozwoliłaby się wzbogacić frakcji, która nie była dominująca. Prowadzono więc ruchy pozorowane. Wspierano budowę generatorów w poszczególnych osiedlach. Na tym wzbogacili się ludzie związani nie tylko z Hezbollahem, ale i chrześcijańskimi i sunnickimi ugrupowaniami.

Następnie pod wpływem zewnętrznym lobbingu Turcji zawarto kontrakt z turecką firmą. Ta zakotwiczyła dwie pływające elektrownie na barkach u wybrzeży Libanu. To też była proteza, bo prąd z generatorów czy wspomnianych pływających elektrowni jest generowany przy pomocy generatorów na ropę naftową. Kiedy przestała napływać ropa, bo Liban nie ma na to środków, cały ten system się zawalił. Dzięki Hezbollahowi Iran wysłał jeden transportowiec ropy, czym uratował sytuację na 3 tygodnie. Zaś w ostatnich dniach, gdy w Libanie zapadła ciemność, armia udzieliła swoich strategicznych rezerw, żeby przez kilka godzin dziennie prąd był dostępny.

Według Fyderka podczas takiego kryzysu człowiek odpowiedzialny za energetykę w różnych rządach powinien się razem z tymi rządami zmieniać. Tak się nie dzieje. Od kilkunastu lat stanowisko ministra ds. energetyki zajmuje ten sam człowiek, który jest też zięciem prezydenta.

Skorumpowanie elit, znieczulenie mas

Redaktor dodał do tego wszechobecną korupcję. Wspomniał, że ostatnich dniach premier Nadżib Mikati jest oskarżany o korupcję w dochodzeniu Pandora Papers. To jeden z najbogatszych ludzi w Libanie z majątkiem wartym 3 miliardy dolarów. Okazuje się, że korzysta z rajów podatkowych, choć sam premier mówi, że nie jest to niezgodne z prawem. Rosiak stwierdził, że nie jest to na pewno zgodne z poczuciem moralności wśród Libańczyków.

„Tu jest rdzeń problemu. Poczucie tego, co jest przyzwoite w polityce libańskiej dawno zanikło. W Libanie kultura polityczna tak wyewoluowała, że kategorie przyzwoitości, sprawiedliwości, dobra i zła zostały usunięte z dyskursu. Libańczycy uzasadniają swój „pragmatyzm”, opierając się na byciu potomkami Fenicjan dbających o interesy. Ten pragmatyzm, a także ogromny cynizm polityki jest jedną z przyczyn, dla których ludzi to przestało oburzać. Było tak aż do momentu, kiedy 2-3 lata temu zaczęli protestować na szerszą skalę. A wszystkich polityków w Libanie, całą klasę polityczną można określić mianem skorumpowanej. Niekiedy przez kilka pokoleń, jeśli mówimy o rodach, rodzinach okupujących wysokie rządowe stanowiska przez lata” – odpowiedział ekspert Pulsu Azji.

Na koniec gospodarz programu zapytał, czy wydarzenia z minionego czwartku to epizod historii staczania się Libanu na dno, czy to zapowiedź przejścia konfliktu na inny etap, tj. powrotu walki zbrojnej.

Armia ostatnim bastionem państwowości

„Nie sądzę, żeby scenariusz wojny domowej był scenariuszem najbardziej prawdopodobnym. Jest pewna różnica od poprzedniego kryzysu i zawalenia się państwa libańskiego w 1996 r. Dzisiaj armia i siły zbrojne cieszą się szacunkiem i poparciem społeczeństwa, jako być może ostatnia instytucja państwowa. Siły zbrojne oczywiście też nie mają pieniędzy, ale są w jakimś stopniu wspierane przez aktorów zewnętrznych, w szczególności przez Stany Zjednoczone. Polska też swego czasu wspierała libańskie siły zbrojne. Byłoby dobrze, żeby rzeczywiście ten szkielet państwa był darzony zaufaniem i miał możliwość rozsądzania. Strzelanina z minionego tygodnia została szybko opanowana. Profesjonalni libańscy wojskowi sprawnie rozdzielili strony”.

„Można powiedzieć, że póki co jest jeszcze jakiś bastion państwowości, stosunkowo apolityczna armia. Ale jest to już ten ostatni bastion. Istnieje oczywiście społeczeństwo obywatelskie i wolne media. Z jednej strony przyczyniają się one do kontroli obywatelskiej nad tym, co się dzieje. Ale z drugiej strony podsycają polaryzację, która uniemożliwia istotną zmianę w kraju” – stwierdził dr Fyderek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here