Obaleni o świcie. Zamach stanu w Birmie

2148

1 lutego rano doszło w Birmie do zamachu stanu. Czwarty w historii kraju pucz stawia pod znakiem zapytania osiągnięcia transformacji birmańskiej. Gospodarczo najlepszej dekady w historii Birmy od stu lat.

Obaleni o świcie

Dziś w nocy (rano czasu lokalnego) armia birmańska, Tatmadaw, zatrzymała przywódczynię państwa Aung San Suu Kyi, prezydenta Win Myinta i innych z rządzącej partii, NLD. Rozpoczęto aresztowania w całym kraju (nie tylko polityków, również aktywistów, w tym niezwiązanych z NLD).

Wyłączono TV, radio, zakłócono internet, wprowadzono wojska na ulice. Potem jedyna nadająca stacja wojskowa, Myawaddy, oświadczyła, że wiceprezydent – nominowany przez wojsko gen. Myint Swe – zgodnie z artykułem 417 konstytucji ogłosił stan wyjątkowy. Oraz przekazał pełnie władzy głównodowodzącemu armią, gen. Myint Aung Hlaingowi. De iure wiceprezydent nie mógł tego zrobić, nawiasem mówiąc, bo tylko prezydent wprowadza stan wyjątkowy, a Win Myint jest z NLD i został aresztowany. Ale co z tego? Win Myinta obalono, Myint Swe został p.o. prezydenta i scedował władzę na rzecz Myint Aung Hlainga. Silent leges inter arma.

Święte nigdy

Stan ma trwać rok, pewnie będzie to dłużej. Najprawdopodobniej wchodzimy w okres powtórki z historii. Tak jak w latach 90tych XX w. i w pierwszej dekadzie XXI w. armia będzie obiecywała przekazać władzę cywilom, jednocześnie odkładając to na „święte nigdy”. Rządzić zaś będzie „nagą siłą”: mając władzę bez legitymizacji. To wystarczy do utrzymania się u sterów, lecz nie do stawienia czoła dramatycznym wyzwaniom czekającym kraj.

Na razie sytuacja na ulicach jest w miarę spokojna. Birmańczycy są bardziej zaszokowani niż wściekli, ludzie rzucili się wyciągać pieniądze z bankomatów i kupować jedzenie. Przed birmańskimi sklepami ustawiły się kolejki godne PRL-u.

Najbliższe dni będą decydujące. Jeśli ludzie wyjdą masowo protestować, to poleje się krew. Armia nie raz, nie dwa rozstrzeliwała protesty i zrobi tak ponownie. Nie widać oznak braku jedności w szeregach wojska. W 1988 r. demonstranci wyczekiwali „jednego uczciwego generała”, który miałby przejść na ich stronę. Nie doczekali się wtedy, raczej nie doczekają się teraz.

Ludzie zdają się mieć tego świadomość i na razie zostają w domu. Sporo zamieszanie zrobił zamieszczony na Facebooku NLD list od Aung San Suu Kyi wzywający do oporu przeciw armii. Kwestionowana jest jego autentyczność, gdyż idzie w poprzek całej dotychczasowej polityce Suu Kyi unikającej siłowej konfrontacji z armią w celu niedopuszczenia do rozlewu krwi. Oświadczenie nie jest podpisane przez Suu Kyi (na dole widnieje tylko jej nazwisko), lecz o jego autentyczności zaklinał się Win Htein, jeden z weteranów NLD. Najnowsza interpretacja jest taka, żeby ludzie „dawali świadectwo” z domów, protestując w mediach społecznościowych. Zamieszanie z listem świadczyć może o „starciu o linię” w zdziesiątkowanej wyaresztowaniem liderów i dochodzącej do siebie po nokaucie NLD.

Każdy pretekst jest dobry

Pretekstem do zamachu stanu były zdaniem armii fałszerstwa wyborcze. W listopadzie 2020 NLD miażdżąco wygrało wybory, nokautując przybudówkę armii, USDP. Ta ostatnia twierdziła, że miała miejsce masowa podtasowka, co jest zarzutem kuriozalnym. USDP dostała tyle głosów, ile realnie ludzie popiera armię, czyli ok. 7%. W oskarżenia o fałszerstwa wyborów nie wierzą chyba nawet twórcy tych oskarżeń. Propagandyści z armii nie potrafią nawet umiejętnie kłamać. Armia w PR nie umie, podobnie jak w internety (jej oświadczenia to wciąż estetyczno-intelektualne kurioza).

Ale co z tego? Każdy pretekst jest dobry, a lepszego nie znaleźli. Nie o wybory w tej rozgrywce chodzi, lecz o to „kto kogo”. Armia nie mogła znieść tego, że była przez Suu Kyi powoli i zakulisowo, lecz systematycznie odsuwana od stanowisk, władzy i fruktów. Tatmadaw nie umiała na to sprawnie odpowiedzieć, gdyż dekady pełnej władzy nie nauczyły generałów umiejętności kompromisów i dzielenia się władzą. Do tego dochodzą lęki generalicji, która na skutek wyborczej klęski ich przybudówki, USDP, utraciła jeden ze swoich bezpieczników. Prawdopodobnie uznała, że jeśli nie wkroczy teraz, potem będzie za późno.

Okiełznać dzikie zwierzę

Partia Suu Kyi, NLD, nie doceniła siły irracjonalności: emocji i ambicji generalicji birmańskiej. Zwyciężywszy miażdżąco w listopadowych wyborach, Suu Kyi nie chciała dostrzec, że Tatmadaw była jak ranne, dzikie zwierzę. W pamięć odeszła pojednawcza taktyka Suu Kyi z 2015 r. Wówczas birmańska przywódczyni po (niemal) równie okazałym zwycięstwie, pierwsze co zrobiła, to odbyła polityczną pielgrzymkę do najważniejszych generałów. Uzyskawszy ich akceptację, mogła sformować rząd. Wtedy Suu Kyi rozumiała swoją słabość, teraz uwierzyła w swą siłę.

Do tego dochodzi brak kanałów komunikacji. NLD i Tatmadaw rzadko ze sobą rozmawiają. Przed zamachem spotykali się na oficjalnych uroczystościach i uśmiechali się do kamer. To tyle. To nie jak w niektórych demokracjach, gdzie posłowie opluwają się nawzajem w parlamencie i telewizjach, a następnie idą na kawę, a potem razem głosują w podkomisjach. Tu pogaduszek nie było, rozmów w herbaciarniach nie odbywano. W ogóle niczego nie było.

Cykor po birmańsku

Gdy armia zaczęła wydawać pomruki niezadowolenia, wykorzystując niewiarygodny – i trumpowski z ducha – pretekst wyborczych fałszerstw, NLD to zignorowała. Jak odgłosy sprzeciwu stały się doniosłe, zaczęto zakulisowe negocjacje, ale było to za mało i za późno. W ostatni weekend, gdy stało się jasne, że zamach przestał być tylko strzelbą na ścianie – w Birmie zamach stanu zawsze wisi nad rządami cywilnymi – NLD i Tatmadaw zagrały w cykora. Obie strony nie ustąpiły w prowadzonych rozmowach, idąc na zderzenie, do którego ostatecznie doszło. Tyle, że NLD prowadziła malucha (no, niech będzie – poloneza) a armia czołg. Wynik był łatwy do przewidzenia.

Powrót do przeszłości

Reakcja świata była przewidywalna, z zachodnim potępieniem i azjatyckim dystansem. Sądząc po składzie nowego rządu wojskowego – ministrami zostali reformatorzy z początku dekady, dość kompetentni – generałowie będą starali się ograniczyć szkody. Ale chcieć to jedno, a móc to drugie. Tatmadaw właśnie na własne życzenie mocno skomplikowała swoje położenie międzynarodowe. Od teraz potępienie za Rohingya stanie się głośniejsze, koszty obrony przed nim – wyższe, a cena płacona Chinom za protekcję w RB ONZ – boleśniejsza.

Podsumowanie

Dzisiejszy zamach stanu symbolicznie kończy najlepszą gospodarczo dekadę od stu lat. Do wielkiego kryzysu gospodarczego roku 1929 życie w kolonialnej Birmie było znośne. Anglicy mimo wszystkich ich paskudztw, z kolonialnym wyzyskiem, faworyzowaniem Indusów i szowinizmem rasowym, rządzili krajem lepiej niż królowie birmańscy. Dopiero gdy skutki krachu na Wall Street doprowadziły do klęski gospodarczej kolonialnej Birmy, ożywił się ruch narodowowyzwoleńczy. Wielkie nadzieje na wyzwolenie spod kolonialnej niewoli i uczynienie Birmy znowu wielką spełniły się tylko połowicznie. Anglików wyrzucono, prosperity nie zbudowano. Kolejne dekady niepodległej Birmy, nawet najlepsza z nich, fascynująca intelektualnie dziesięciolatka lat 50-tych XX w., przynosiły kolejne rozczarowania. Bieda, izolacja i beznadzieja trwały aż do 2010 r. Gdy rok później na dobre zaczęła się birmańska transformacja, Birma wreszcie wystrzeliła do przodu, zaliczając znakomitą dekadę.

Ale to se ne vrati. Lepiej już było. Transformacja birmańska w formie z ostatniego dziesięciolecia jest skończona. Będzie „powrót do przeszłości”, z Zachodem sankcjonującym Birmę, Chinami zacierającymi ręce i Rosją sprzedającą jej broń.

Wszystko to już było.

Tylko Birmańczyków szkoda.

PODZIEL SIĘ
mm
dr hab. nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor ośmiu książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych ("Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014"; "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi") oraz prac międzynarodowych, m.in. "Russia and China. A Political Marriage of Convenience" (Oppladen-Berlin-Toronto 2017) i "A Political Biography of Aung San Suu Kyi" (Routledge: London-New York 2020)

5 KOMENTARZE

  1. Oznacza to, że wpływy chińskie zwiększą się w Birmie jeszcze bardziej. Pytanie w związku z tym jak bardzo inwestycje będą narastać? Birma stanowi bardzo ważny punkt dla BRI, a to jest wymarzona sytuacja dla kolejnych projektów. Teraz, gdy Tatmadaw będzie zdane wyłącznie na ChRL w sferze międzynarodowej, bardzo możliwe że jakaś modernizacja w sferze infrastruktury będzie postępować szybciej. Niestety, obywatele na tym nic nie uzyskają. Prawdopodobnie będzie to ciąg dalszy wyzysku złóż naturalnych, którego beneficjentem będą Chiny, a w Birmie wyłącznie armia.

    ASSK straciła swój wizerunek ”pokojowej noblistki” na Zachodzie w związku z Rohyinga.
    W związku z czym nie widzę tutaj możliwości pomocy ze strony państw Zachodnich.
    USA już dawno przegrało wyścig o wpływy w tym kraju.
    Skoro ich działania, o których Pan dr hab. Lubina wspomniał (kolejki po żywność, wypłaty z banków), świadczą o przeczuwaniu najgorszego, to zaskakujące jest dla mnie to, że tak łatwo dochodzi do tego zamachu.

    Czy ta bezczynność to efekt historii tych krwawych stłumień i terroru reżimu?
    Jeśli ludzie czują, że mają tyle do stracenia, to nie obudzi się w nich gniew?
    Nie powstanie chęć sprzeciwu z wyrokiem, jaki im w tej chwili wymierzono?
    Jakie są szanse na to, że dojdzie do demonstracji i oporu ze strony obywateli?
    Czy ta sytuacja zdecydowanie przesądza o losach państwa na najbliższe lata/dekady?

  2. Jaka jest szansa na ruch oporu ze strony obywateli ?
    Czy wszystko jest już przesądzone ?

    Czy oznacza to koniec kariery politycznej ASSK?
    W związku z Rohyinga, straciła swoje uznanie na Zachodzie, na którym opierała swoją siłę w trakcie walki o Birmę z Tatmadaw w przeszłości. Zastanawia mnie, czy w tym momencie są jakiekolwiek środki na odwrócenie tej sytuacji?

  3. 1) tak, chińskie wpływy się zwiększą, tak wymarzona sytuacja (i dlatego Xinhua nazwała ten zamach „zmianami personalnymi w rządzie”). Wiele projektów chińsko-birmańskich pozostawało na papierze, teraz Chiny przymuszą generałów do implementacji. Korytarz, SSE, a – jak zrobi się b. źle dla Birmy – to tama Myitsone. Pełna zgoda co do reszty wątków.

    2) ASSK straciła prestiż wśród mediów, aktywistów i ideologów zachodnich, wśród zachodnich polityków – znacznie mniej. Tam wciąż ma silne wpływy. Dlatego zachodnia reakcja będzie. Słabsza niż poprzednio, ale będzie. USA przegrywają, ale wciąż mają zasoby by włączyć się do gry.

    3) ludzie mają dobrą pamięć zbiorową i pamiętają poprzednie zamachy i masakry. Moi birmańscy znajomi byli przygaszeni, ale zaskakująco spokojni jak z nimi w poniedziałek rozmawiałem. Wybuch protestów (które zostaną krwawo stłumione) jest wciąż możliwy, choć mniej prawdopodobny: oceniam szanse na 25% (a na 75%, że do masowych protestów nie dojdzie). Ale… Birma lubi zaskakiwać i uczy pokory, więc mogę się pomylić.

    4) obawiam się, że jest to symboliczny koniec epoki. Lepiej już było.

  4. co do drugiego komentarza

    To nie koniec kariery ASSK, będzie walczyć dopóki siły jej nie opuszczą, to twarda zawodniczka. Ale ma teraz słabe karty. Zawsze miała 2 główne karty: poparcie społeczne i wsparcie zagranicy. Teraz ma tylko tę jedną, poparcie społeczeństwa.

    Na teraz sytuacji się nie odwróci. Za jakiś czas – może…

  5. Panie dr hab. dziękuję bardzo za udzielenie odpowiedzi i rozwianie wątpliwości. Słuchałem dzisiaj bardzo ciekawych wywiadów z Pana udziałem w 'polskie radio 24′ i 'kurier w samo południe'. Nie zdawałem sobie sprawy, że dla Rosji ta sytuacja też okazuje się być korzystna. Dziękuję!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here