Joe Biden – nowe rozdanie z Koreą Północną czy może powrót do polityki Baracka Obamy?

882

W kwestii północnokoreańskiej wydaje się, że wszystko wróciło do „stabilnej niestabilności”. Nie doszło do żadnych przełomowych wydarzeń, które zbliżyłyby Półwysep Koreański do zapowiadanej ery pokoju. Wręcz przeciwnie, obecna amerykańska administracja zarzuca swoim poprzednikom bałagan, a sam Biden wydaje się być nie tylko powściągliwy, ale też skupiony na wewnętrznych problemach USA.

I co po Trumpie?

4 lata temu, gdy Donald Trump obejmował urząd prezydenta USA, wielu obserwatorów z niepokojem patrzyło na jego kolejny wpis na Twitterze. W przypadku nuklearnych ambicji Kim Dzong Una wydawać się mogło, że Trump będzie zwolennikiem siłowych rozwiązań. Jednak ku zaskoczeniu całego świata przeszedł do historii jak ten prezydent USA, który uścisnął dłoń przywódcy KRL-D na szczycie w Singapurze w 2018 r. Kim miał wówczas powiedzieć:  

Nigdy dotąd nie zaszliśmy tak daleko. Jeśli mam być szczery, to przypuszczam, że nigdy dotąd nie mogli polegać na żadnym prezydencie tak jak teraz. Żaden poprzedni przywódca nie był w stanie załatwić tej sprawy. A on dał mi bardzo wyraźnie do zrozumienia, że chce to zrobić”.

Obaj wówczas podpisali porozumienie o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego i deklarację zakończenia wojny koreańskiej. Patrząc na to wydarzenie z perspektywy czasu można stwierdzić, że o ile spotkanie samo w sobie było kontrowersyjne (dzięki niemu Kim Dzong-Un uzyskał międzynarodową legitymizację), to otworzyło drzwi do przyszłych działań dyplomatycznych. Sam Trump przyznał w jednym z udzielonych przez siebie wywiadów, że:

Pośpiech nie jest dla mnie ważny. Najważniejsze, żebyśmy zrobili dobry interes, (…) a denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego będzie długotrwałym procesem”.

Bezpośrednie spotkanie z przywódcą Korei Północnej było niezwykłym wydarzeniem w historii dyplomacji. Działania Trumpa wobec KRL-D były nieprzewidywalne, bo z jednej strony przywódca USA straszył Kima „ogniem i furią”, jakich świat nie widział, z drugiej pozował z nim do zdjęć w Singapurze, w Hanoi, czy w strefie zdemilitaryzowanej w Panmundżomie, by ostatecznie nazwać go „przyjacielem”. Pomimo „uścisków dłoni”, „serdecznych uśmiechów”, „miłych listów” Trump nie załatwił z Kimem takiego dealu, jaki chciał. Zasada lustrzanego odbicia, jaką kierował się prezydent USA, nie sprawdziła się. Wręcz przeciwnie, okazało się, że Kim Dzong-Un nie jest takim samym biznesmenem jak jego oponent, ale wyrachowanym graczem, który jednego dnia może podpalić cały świat, a drugiego zaoferować pokój na własnych warunkach.

Joe Biden rozmawia z Kimem?

Kwestia atomowych ambicji klanu Kimów zawsze jest palącym tematem podczas każdej kampanii wyborczej w USA. O ile Donald Trump podczas pierwszej kampanii wyborczej wyśmiewał i lekceważył Kim Dzong-Una, o tyle Biden zachował pewną wstrzemięźliwość słowną. Jednak podczas debaty z Trumpem zrównał reżim północnokoreański z III Rzeszą Niemiecką. Warto tutaj przytoczyć kontekst całej wypowiedzi. Trump zachwalał, że w chwili obecnej USA mają dobre stosunki z Koreą Północną (prawdopodobnie miał na myśli osobistą relację łączącą go z Kimem), na co Biden odpowiedział: „To tak, jakby powiedzieć, że mieliśmy dobre stosunki z Hitlerem, zanim faktycznie najechał Europę”. Jak można było przypuszczać, skończyło się tylko na utarczkach słownych.

W chwili obecnej trudno przewidzieć, jaki kierunek obierze administracja pod przewodnictwem Bidena wobec Korei Północnej, czy USA będą chciały wrócić do stołu negocjacyjnego, a jeśli tak, to na jakich zasadach będą toczyły się kolejne rokowania. Czy może, jak zrobił to Obama, Biden po prostu nie uzna Korei Północnej i nie będzie z nią rozmawiał? Warto tutaj zaznaczyć, że Barack Obama celowo izolował reżim północnokoreański, by nie dać mu legitymizacji. W konsekwencji KRL-D została jeszcze bardziej wepchnięta w ramiona Chińskiej Republiki Ludowej i jeszcze mocniej utwierdziła się w przekonaniu, że Amerykanie mają wrogie nastawienie wobec nich, co można było zaobserwować podczas pierwszych dwóch lat prezydentury Trumpa, gdy widmo wznowienia wojny koreańskiej wydawało się prawdopodobne.

Obecny Sekretarz Stanu Antony Blinken przyznał, że sytuacja z KRL-D jest trudnym problemem, który trapi administrację po administracji. Wydaje się, że obecny prezydent będzie dążył do zacieśnienia stosunków z sojusznikami – z Koreą Południową i Japonią, którzy mieli prawo poczuć się lekceważeni przez Trumpa. Nie tak dawno prezydent Republiki Korei Moon Jae-in zapewnił już gotowość do zacieśnienia współpracy i rozmów, co stanowi pierwszy krok do zbudowania strategicznego partnerstwa na linii Waszyngton-Seul.

Jedno jest pewne – Biden ma szansę wyciągnąć wnioski z działań swoich poprzedników i nakreślić politykę, która w perspektywie długofalowej mogłaby przynieść pewne rozwiązania. Pojawiają się nawet głosy, by „wskrzesić” format rozmów sześciostronnych (USA, Republika Korei, KRL-D, Japonia, Chińska Republika Ludowa, Rosja), ponieważ program atomowy nie jest prywatną kwestią tylko pomiędzy Waszyngtonem a Pjongjangiem, ale dotyczy także pozostałych państw regionu Azji Północno-Wschodniej.  

Z pewnością żądanie na start z góry pełnej i całkowitej denuklearyzacji jako warunku wstępnego do osiągnięcia jakiegokolwiek porozumienia – jaki praktycznie każda administracja USA stawiała od czasu prezydenta George’a W. Busha Jr. – zagwarantuje niepowodzenie. Z jednej strony Korea Północna dysponuje potężnym arsenałem rakietowym i atomowym, z drugiej strony zmaga się z ogromnymi problemami gospodarczymi. Obecnie już nie tylko sankcje hamują gospodarkę północnokoreańską, ale robi to pandemia koronawirusa. Pomimo zapewnień reżimu, że Covid-19 nie występuje w Korei Północnej, to jego wpływ na działania ekonomiczne jest znaczący. Być może na tym polu administracja Bidena wykona ruch, by przekonać Kima do pewnych ustępstw.

Ponadto otwartą kwestią pozostaje postawa samego lidera KRL-D – Kim Dzong-Una. Jeden z najwybitniejszych badaczy Korei Północnej Andrei Lankov (obecnie profesor na Uniwersytecie Kookmin i dyrektor Korea Risk Group, która nadzoruje NK News i NK Pro) nie wyklucza, że Kim podniesie stawkę, by negocjować z Amerykanami z pozycji siły na nowych warunkach. Jednak przywódca KRL-D podczas ostatniego VIII Zjazdu Partii Pracy Korei (w styczniu 2021 r.) stwierdził, że środki militarne nie wykluczają dyplomacji. Warto tutaj zaznaczyć, że Kim nie czeka na ruch USA, tylko realizuje własne cele, które w dalszej perspektywie mają zabezpieczyć Koreę Północną przed „wrogiem”.

Gra va banque?

Jeśli przyjmiemy północnokoreański tok myślenia, zauważymy, że z każdej strony Korea Północna jest otoczona przez wrogów. Okazuje się, że Stany Zjednoczone i Republika Korei nie są jedynymi „faszystami” zagrażającymi niepodległości „zamkniętego królestwa”. Rodzina Kimów dostrzega wiele zagrożeń dla swojego istnienia. Gdzieś tam podświadomie Kim zdaje sobie sprawę, że Chińczycy nie zawsze będą tolerancyjni wobec jego kolejnych „rakietowych wybryków”. Poza tym Pekin wielokrotnie już pokazał, że w zależności od sytuacji międzynarodowej potrafi podjąć takie działania, które mogą zaskoczyć Pjongjang, np. w przeszłości Chińska Republika Ludowa nawiązała stosunki dyplomatyczne z Seulem, co było ogromnym zaskoczeniem dla Kim Ir Sena. Innym takim modelowym przykładem jest poparcie Chin dla sankcji ONZ wymierzonych w reżim za próby jądrowe. Ponadto nie od dzisiaj wiadomo, że Chińczycy chcąc zachować status quo na Półwyspie Koreańskim, mogliby „wymienić” obecnego lidera KRL-D na polityka uległego i w pełni uzależnionego od ich decyzji. Opcja ta bynajmniej nie jest nierealna, ale wiążę się z przeprowadzeniem zamachu stanu, który może zakończyć się tragicznie dla wszystkich.

W tym samym szeregu znajduje się również Rosja, która podobnie jak Chiny z jednej strony wstawi się za KRL-D, z drugiej strony tak jak reszta świata poprze sankcje przeciw Korei Północnej. Z uwagi na animozje historyczne naturalnym wrogiem pozostaje Japonia, która będąc „na usługach amerykańskich imperialistów” również stanowi zagrożenie. Bez zewnętrznego wroga, jak można wytłumaczyć obywatelom sens militaryzacji całego kraju? Permanentne napięcie, ciągła indoktrynacja najmłodszych, ideologia przejawiająca się w każdym wymiarze życia społecznego są czynnikami mającymi trzymać w ryzach całe społeczeństwo, które musi być gotowe do najwyższego poświęcenia.

Tutaj dochodzimy do sedna istnienia programu atomowego KRL-D. Jego rozwój i ciągłe ulepszanie jest esencją polityki całego klanu Kimów, ponieważ wpisuje się nie tylko w tożsamość Korei Północnej, ale pokazuje nowe oblicze tego państwa. Patrząc wstecz, Korea była krajem zacofanym, słabym militarnie (dlatego uległa Japonii), a elity skompromitowane i gotowe do kolaboracji, byle tylko zachować własny stan posiadania.

Broń atomowa w rękach reżimu północnokoreańskiego jest nie tylko „potężnym mieczem” (skądinąd obosiecznym), „darem bezpieczeństwa”, ale „symbolem siły”, dziedzictwa klanu Kimów. Bez niej Kim Dzong-Un, a być może już Kim Dzong-Il skończyliby tak jak Saddam Husajn czy Mu’ammar al-Kaddafi.

***

Ostatnie wydarzenia na Półwyspie Koreańskim pokazały, że Kim Dzong-Un jest racjonalnym graczem, a dotychczasowe niepowodzenia polityki USA wynikają z braku zrozumienia prawdziwej natury północnokoreańskiego programu broni jądrowej. Tutaj pojawia się miejsce dla administracji Bidena, która po uporaniu się z wewnętrznymi sprawami w USA powinna przejść do dyplomatycznej ofensywy na Dalekim Wschodzie. Tylko jak przekonać Kima, by uznał, że broń nuklearna zagraża jego władzy i dynastii, zamiast ją chronić? Jak przekonać go, że wspomniana broń jest zbyt kosztowna w utrzymaniu? W końcu jak przekonać go, że dzięki rozwojowi ekonomicznemu i modernizacji Korea Północna stałaby się nie tylko prawdziwą potęgą, ale miejscem, z którego obywatele nie uciekaliby? Te pytania zostają po dzień dzisiejszy dla polityków zagadką bez odpowiedzi.


PODZIEL SIĘ
Absolwent studiów magisterskich na kierunku Historia, Studia Azjatyckie i licencjackich na kierunku Stosunki Międzynarodowe (specjalizacja: dyplomacja współczesna) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Główne obszary zainteresowań: polityka USA wobec Półwyspu Koreańskiego, polityka zagraniczna państw koreańskich, stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy ChRL a KRL-D. Obecnie pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here