Ostrzał rakietowy Irbilu – komenatrz

666

Rakiety, które spadły w poniedziałek wieczorem na lotnisko w Irbilu i przylegające doń dzielnice mieszkalne pozbawiły życia jedną osobę i raniły dziewięć dalszych. Stanowiły też przesłanie dla władz kurdyjskich, irackich i amerykańskich. Niestety, w polityce bliskowschodniej ataki rakietowe i akty przemocy politycznej służą do komunikowania politycznego. Jak zatem zinterpretować komunikat przesłany przy pomocy 107-milimetrowych rakiet Fadżr-1 produkcji irańskiej?

Atak miał miejsce w stolicy Regionu Kurdystanu, obszarze od dawna uważanym za stabilny i wolny od plagi terroryzmu. Kurdyjskie władze autonomicznego regionu prowadzą politykę, która postrzegana jest jako proamerykańska. Szeroka autonomia Regionu Kurdystanu zapewniana jest przez iracką konstytucję, a w wymiarze praktycznym jej gwarantem są liczące około 350 tys. żołnierzy siły zbrojne Peszmergów. To sprawia, że wpływ pro-irańskich frakcji politycznych, tak widoczny w Bagdadzie, jest w Irbilu znacznie bardziej ograniczony.

Do ataku przyznała się grupa nazywającą się „Awliyaa al-Dam” lub „Strażnicy Krwi”. Jest to prawdopodobnie jedna z szeregu grup fasadowych tworzonych przez członków pro-irańskich milicji i bojówek, takich jak Kataib Hezbollah i Asaib Ahl al-Hak. Kilkanaście takich grup, według źródeł w siłach amerykańskich i irackich, ujawniło się w zeszłym roku, grożąc atakami rakietowymi.

Polityka iracka

Sprawcom ataku zależało na osłabieniu poczucia bezpieczeństwa w regionie, który jak dotąd pozostawał poza zasięgiem zarówno sunnickich dżihadystów, jak i szyickich bojówek. Międzynarodowe lotnisko w Irbilu było jak dotąd uznawane za bezpieczne. Dzięki temu stanowi ono istotny węzeł logistyczny na mapie Iraku, istotny zarówno z punktu widzenia militarnego jak i cywilnego. Dlatego też lotnisko w Irbilu zostało wybrane jako miejsce, w którym wyląduje papież Franciszek w trakcie swojej pielgrzymki do Iraku, która ma się odbyć na początku marca tego roku. Uderzenie rakietowe interpretować można też jako ostrzeżenie przed mieszaniem się Stolicy Apostolskiej w sprawy regionu.

Jednak przede wszystkim, poniedziałkowy atak dowodzi, że Irak może stosunkowo łatwo stać się areną wojny zastępczej pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Można go odczytywać jako test dla nowej administracji prezydenta Joe Bidena, która nie określiła jeszcze zasad, na których reagować będzie na podobne prowokacje. Warto pamiętać, że dwa wcześniejsze ataki pro-irańskich bojówek w Iraku, w trakcie których Amerykanie ponieśli straty w ludziach, miały miejsce 27 grudnia 2019 roku i 12 marca 2020 roku. W obydwu przypadkach USA pod przywództwem Trumpa odpowiadały atakiem odwetowym, przy czym atak z 3 stycznia 2020 doprowadził do śmierci dowódcy Brygady Al-Kuds IRGC, Ghassema Solejmaniego i postawił Iran i USA na krawędzi otwartej wojny.

Perspektywa negocjacji z Iranem

Oprócz testowania odpowiedzi USA, ostrzał rakietowy można zinterpretować także jako próbę podważenia prób negocjacji z Iranem, podejmowaną przez jastrzębi związanych z irańskimi służbami bezpieczeństwa. W ostatnich tygodniach wysiłki na rzecz powrotu do negocjacji umowy nuklearnej JCPOA pomiędzy USA i Iranem podejmowali dyplomaci państw europejskich i emir Kataru Tamim as-Sani. Okoliczności polityczne, w których przeprowadzono ostrzał przypominają wcześniejsze ataki, do których dochodziło w momentach, w których zbliżały się negocjacje z Iranem. Oto krótkie kalendarium ataków skorelowanych z próbami negocjacji:

  • W czerwcu 2019 rakiety wystrzelone z terytorium Iranu zaatakowały dwa tankowce na międzynarodowych wodach Zatoki Omańskiej. Działo się to w przededniu misji mediacyjnej premiera Japonii Shinzo Abe do Iranu.
  • We wrześniu 2019 drony wystrzelone przez proirańskich Hutich z Jemenu uderzyły w saudyjskie instalacje naftowe w centrum kraju, doprowadzając do rozległych zniszczeń. Atak miał miejsce w czasie, gdy prezydent Francji Emmanuel Macron podejmował próby mediowania między Iranem a USA
  • W styczniu 2021 irańscy Strażnicy Rewolucji Islamskiej przejęli płynący wodami Zatoki Perskiej koreański tankowiec. Wydarzenie miało miejsce w czasie negocjacji toczących się między Iranem a Koreą Południową, dotyczących zwrotu irańskich funduszy zamrożonych w koreańskich bankach.

Ataki takie jak ten z Irbilu mogą podważyć spójność sojuszy przeciwnika i doprowadzić do poprawy pozycji negocjacyjnej. Mogą także doprowadzić do otwartej konfrontacji zbrojnej na ograniczoną skalę, której beneficjentami będą dowódcy struktur siłowych i milicji. Koszty tej polityki ponoszą przede wszystkim cywile.  

W szerszej perspektywie, atak w Irbilu wpisuje się w cykl przemocy i negocjacji, które cechują politykę międzynarodową w regionie. Już Hans Morgenthau zauważał, że trzema podstawowymi środkami dyplomacji są: perswazja, kompromis i zagrożenie użyciem siły. Na Bliski Wschodzie utarło się przeświadczenie, że aby zagrożenie użyciem siły było wiarygodne, należy co jakiś czas prezentować możliwości wykonania ataku na ograniczoną skalę. Czas pokaże, czy administracja Joe Bidena rozumie tę specyfikę polityki bliskowschodniej.

PODZIEL SIĘ
mm
Politolog specjalizujący się w problematyce państw autorytarnych i przechodzących transformacje oraz w polityce regionu Bliskiego Wschodu. Jest adiunktem w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Analizuje globalne ryzyka polityczne i doradza w ekspansji zagranicznej przedsiębiorstw. Jest współzałożycielem firmy doradczej East Analytics i szefem projektu Puls Azji. Absolwent Instytutu Nauk Politycznych UJ i Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum UJ.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here