Piwot USA do Azji nie osłabi, a wzmocni Izrael. Iran i Izrael nie podejmą żadnych rozmów

325

„Stany Zjednoczone mają dwa podstawowe interesy na Bliskim Wschodzie, to jest bezpieczeństwo Izraela i zasoby energetyczne. Bliski Wschód, państwa naftowe i bezpieczeństwo są istotne nie dlatego, że Amerykanie zaopatrują się tam w ropę naftową, ale dlatego, że handel ropą naftową podtrzymuje dolara, o ile jest on w nim rozliczony. Obecność amerykańska w tym regionie jest kluczowa do utrzymania dolara jako waluty rezerwowej, co jest absolutnie podstawowym interesem amerykańskim, do którego naruszenia nie dojdzie”. O geopolityce konfliktu i długofalowych scenariuszach rozwoju sytuacji w rozmowie ze Stosunkowo Bliskim Wschodem rozmawiał dr hab. Łukasz Fyderek.

W drugiej części rozmowy gospodarze programu zapytali, czy możliwe jest zachowanie obiektywizmu wobec konfliktu. Według dra Fyderka ta kwestia dotyczy polityzacji dyskursu eksperckiego, który w ostatnim czasie objął bardzo wielu dziedzin życia. Zwrócił jednak uwagę, że dziennikarstwo nad konfliktem izraelsko-palestyńskim przetarło szlaki temu procesowi. Według eksperta to pierwsza tak spolityzowana dziedzina, gdzie nawet pisząc artykuł naukowy bądź prowadząc jakieś badania, bardzo łatwo było spotkać się z krytycyzmem z jednej ze stron bądź nawet obu. Za bardzo niepokojący uznał fakt, że nawet uniwersytety często uniemożliwiają odbywanie się takich otwartych dyskusji. W Anglii czy USA debaty są bojkotowane, podobnie jak informowanie opinii publicznej na temat tego konfliktu. Zdecydowana większość osób ma już swoje zdefiniowane poglądy na ten temat, co jest bardzo niebezpieczne. Podsumowując wypowiedź, Fyderek stwierdził, że pierwszą ofiarą tej polityzacji jest prawda. To dotyczy szerszych procesów erozji prawdy czy też epoki postprawdy, których to jesteśmy świadkami.

Uspokoić emocje

Rozwiązanie lub ograniczenie tego procesu gość programu widzi w próbie zdystansowania się i niewyrokowania pod wpływem emocji. Ten konflikt, w odróżnieniu od innych, daje pewną unikalną możliwość oglądu sprawy w długiej perspektywie czasowej. Inne konflikty są często krótkotrwałe. Izraelsko-palestyński trwa 70 lub nawet 100 lat w zależności od wybrania przełomowego momentu dla tych relacji. W procesach długiego trwania można właśnie zupełnie odfiltrować te emocje – spojrzeć na równowagę sił, strategię poszczególnych graczy, ocenić, co było skuteczne, a co nie i kto go wygrywa, a kto przegrywa w sposób obiektywny. Fyderek uznał tę perspektywę jako pozytywny aspekt dla badacza.

W kontekście istnienia politycznej woli zakończenia konfliktu i wzajemnej wrogości ekspert stwierdził, że wola deklaratywnie zawsze istnieje, ale istotne jest, na jakich warunkach mogłoby to się odbyć. „Na takich, jakie zostały uzgodnione w toku procesu w Oslo? Nie ma woli po stronie Izraela, nawet po stronie lewicy, mimo że to było uzgodnione. Miało to jednak miejsce prawie 20 lat temu. To jest nieaktualne, stan sil się zmienił. Z perspektywy palestyńskiej oczywiście, że jest wola dojścia do porozumienia na tych zasadach, które umożliwiłby utworzenie państwa palestyńskiego” – zaznaczył ekspert.

Nie ma szans na dwa państwa

Według niektórych ekspertów nawet gdyby pojawiła się siła polityczna w Izraelu, która zechciałaby ewakuować osadników z Zachodniego Brzegu, a przynajmniej część osiedli, to groziłoby to wybuchem bardzo dużej niestabilności politycznej w samym Izraelu. „O jakim więc zakończeniu konfliktu mówimy? O takim, jaki wyobrażamy sobie my, Europejczycy, a także Palestyńczycy? To jest niemożliwe. Owszem, na Bliskim Wschodzie wszystko się może zdarzyć, ale akurat tego nie jestem w stanie sobie wyobrazić”.

„Czy po stronie palestyńskiej jest możliwość zakończenia konfliktu na takich warunkach, jakie wyobrażałoby sobie część Izraelczyków – czyli stan faktyczny z dnia dzisiejszego: Gaza i rozproszone rezerwaty i porozcinane osiedlami i bez Jerozolimy Wschodniej? Nie ma po tej stronie takiej możliwości. Jeśli zajdą procesy zmiany pokoleniowej i normalizacji, przyjdzie nowe przywództwo – być może Palestyńczycy takie coś zaakceptują. Mimo to bardzo w to wątpię, w takie sztuczne państwo z kilkunastoma enklawami porozcinanymi eksterytorialnymi korytarzami transportowymi izraelskimi. Reasumując, nie widzę tutaj sił politycznych, które ze swoimi wizjami mogłyby spotkać się i uzgodnić rozwiązanie dwupaństwowe” – kontynuował.

Wizje obu krajów co do rozwoju wydarzeń i ew. pokojowego rozwiązania są tak rozbieżne, że trudno sobie wyobrazić dalsze scenariusze. Z perspektywy polityków będących obecnie u władzy w Izraelu, choć niekoniecznie jest to artykułowane wprost, pomysł na przyszłość to dalsze anektowanie terytoriów na Zachodnim Brzegu i dalsza rozbudowa osiedli do momentu, kiedy to będzie opłacalne polityczne. Według dra Fyderka niekoniecznie jest to nieskończone paliwo, ale jeszcze przez jakiś czas można na nim funkcjonować.

Izraelscy Palestyńczycy mają inne interesy

„Rozwiązanie jest takie samo od wielu lat, czyli powstrzymywanie wybuchów przemocy po stronie palestyńskiej. Ostatnio do tego repertuaru doszło włączanie arabskich polityków z partii Raam do mainstreamowej polityki w Izraelu. To tym bardziej oddala Palestyńczyków będących obywatelami Izraela od interesów Palestyńczyków żyjących w Strefie Gazy lub na Zachodnim Brzegu. Ten proces jest ciekawy, bo palestyńscy obywatele Izraela są teraz w rządzie i realizują konkretne interesy ważne dla nich. Jednak zupełnie nie mają wpływu na proces pokojowy czy też na to, co się dzieje na terytoriach okupowanych. I to jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie rozwiązania, ale tlenia się konfliktu z mainstreamowej perspektywy izraelskiej. Ta skręciła na prawo, a sprawa palestyńska została mocno zmarginalizowana” – kontynuował Fyderek.

Według eksperta po stronie palestyńskiej jest ciągle częściowa wiara w rozwiązanie dwupaństwowe, ale realistycznie rozumujący politycy, szczególnie Al-Fatahu, widzą, że pomimo pewnych trendów i obiecujących zmian na arenie międzynarodowej, dołączenia do ONZ ze statusem obserwatora, zmian w USA, o których mówiliśmy i słabnącego poparcia dla polityki Izraela, starsze pokolenia nie doczeka w swoim życiu owoców tych zmian. Pojawia się krótkotrwałość, walka wewnętrzna i utrzymanie się przy władzy w opozycji do Hamasu. Według niektórych negocjacje nic nie dają, trzeba prowadzić twardą politykę i wyczekiwać na zmianę w skali makro, czyli być może konflikt z Iranem, być może z Hezbollahem. To teoretycznie przesunie równowagę sił i umożliwi nie tyle pokonanie Izraela, w co nikt nie wierzy, ale jego osłabienie i negocjacje z pozycji bardziej wyrównanej.

Bliski Wschód gwarantem siły dolara

„Wracając do perspektywy międzynarodowej, Stany Zjednoczone mają dwa podstawowe interesy na Bliskim Wschodzie. To jest bezpieczeństwo Izraela i zasoby energetyczne. Bliski Wschód, państwa naftowe i bezpieczeństwo są istotne nie dlatego, że Amerykanie zaopatrują się tam w ropę naftową. Są istotne dlatego, że handel ropą naftową podtrzymuje dolara, o ile jest on w nim rozliczony. Obecność amerykańska w tym regionie jest kluczowa do utrzymania dolara jako waluty rezerwowej. To jest absolutnie podstawowym interesem amerykańskim, do którego naruszenia nie dojdzie”.

„Co więcej, piwot do Azji rozumiany jako redukcja zaangażowania militarnego może nie tyle osłabić pozycję Izraela z perspektywy czysto strategicznej, ale wręcz podnieść jego znaczenie. Pamiętajmy, że Amerykanie, a w szczególności aparat dyplomacji i bezpieczeństwa, bardzo często postrzegają swoich sojuszników w prostych, transakcyjnych kategoriach – czy ktoś jest security-taker, czy security-giver. O tym często zapominamy, myśląc o polskim stosunku sojuszniczym do USA. Druga kategoria daje zdolności militarne innym sojusznikom, a tym samym odciąża system sojuszniczy Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście rola Izraela może wzrosnąć, a nie osłabnąć” – podsumował dr Fyderek.

Wykładowca widzi ścisłą kontynuację w polityce amerykańskiej rozumianej jako procesy regulowane dwoma ośrodkami decyzyjnymi, jednym w Pentagonie, a drugim w Departamencie Stanu w Waszyngtonu. Unaoczniła to ostatnia wojna. Jednak zachodzi zmiana w Kongresie, a to Kongres jest odpowiedzialny za narzędzia wsparcia, za otwieranie i zamykanie narzędzi wsparcia finansowego. Tu jest zmiana kulturowa, o której wspomniano wcześniej. Jest też coraz więcej kongresmenów, którzy są muzułmanami, co jest niekorzystne dla Izraela. Piwot do Azji może więc osłabić Izrael, ale jest równie dużo argumentów za tym, że go wzmocni w relacjach z USA.

Iran największym zagrożeniem

„Iran to jest inna para kaloszy. Nie wyobrażam sobie, żeby Izraelczycy i Irańczycy zaczęli ponownie rozmawiać, choć mam świadomość, że te kontakty są. Jest przecież wielu Izraelczyków pochodzenia irańskiego. W Stanach Zjednoczonych zaś żyje wielu ludzi związanych z byłym reżimem szacha. Oni ciepło wspominają przeszłość, kiedy na konferencjach spotykają Izraelczyków i mają wielkie nadzieje na powrót do tej przeszłości. Mimo to nie jestem sobie wstanie wyobrazić zbliżenia między tymi krajami”.

„Izrael będzie postrzegał Iran jako egzystencjalne zagrożenie w bardzo długiej perspektywie. To może być game changer w tym sensie, że dla Iranu w pewnym scenariuszach wywołanie otwartego konfliktu z Izraelem może się opłacać. I taki konflikt może dostarczyć krótkotrwałego wstrząsu. Gdyby doszło do saturacyjnego ataku z Hezbollahu z terytorium Libanu, to przełamane zostałyby prawdopodobnie systemy antydostępowe Izraela. Wtedy Izrael poniósłby straty w ludziach”.

„Długofalowo Iran nie będzie podważał swojej pozycji regionalnej za Palestyńczyków i ci zresztą nie mają takich złudzeń. Stracili je już dawno, w 1967 r., jeśli chodzi o państwa arabskie i Iran. Natomiast oczywiście mogą oczekiwać tego, że przetasowanie czy konflikt o dużej skali otworzy im pewne strategiczne możliwości poprawy ich położenia politycznego” – stwierdził ekspert.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here