Porozumienia Abrahamowe i wyścig sektora wysokich technologii w Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich

626

W drugiej części programu „Podróż bez paszportu” dr hab. Łukasz Fyderek opowiadał o wpływie Porozumień Abrahamowych na relacje Izraela z państwami arabskimi, politycznym krajobrazie w Izraelu po wyborach i sytuacji w Libii.

Nowe technologie motorem współpracy izraelsko-emirackiej

Na pytanie gospodarza o stosunki Izraela z państwami regionu po podpisaniu Porozumień Abrahamowych akademik odpowiedział, że mają one wiele wymiarów. Mniej docenianym i widocznym jest aspekt technologiczny. ZEA i Izrael to kraje o najbardziej dynamicznym ekosystemie startupowym, inwestującym duże środki w badania i rozwój nowoczesnych technologii. Występuje duży efekt synergii pomiędzy tymi państwami. W jakimś stopniu sprawy polityczne często przykrywają właśnie wymiar gospodarczo-technologiczny. To bardzo ciekawe, biorąc pod uwagę, że z krajów naftowych ZEA najbardziej stara się zabezpieczać swój byt na czas „po ropie”. Już teraz dzięki wsparciu innowacyjnych branż przemysłu posiada alternatywne wobec ropy źródła przychodu. Stara się też rozwijać nowoczesny przemysł.

To unikatowe nie tylko wśród krajów Zatoki Perskiej, ale wszystkich krajów naftowych z wyjątkiem Norwegii. Standardową bowiem cechą krajów naftowych jest niezdolność rozwijania pozanaftowych sektorów. Dzieje się tak nawet pomimo tego, że każdy przywódca, od Putina do Mohammeda bin Salmana (księcia Arabii Saudyjskej), stara się tworzyć warunki do rozwoju takich sektorów. Nikomu poza ZEA się to nie udaje.

Polityczny wymiar jest związany z głównym wrogiem Izraela, czyli z Iranem. Wszyscy wiedzą na Bliskim Wschodzie, że ZEA wykonały ten gest pod czujnym okiem Arabii Saudyjskiej. Na stole była normalizacja stosunków właśnie między Saudami a Izraelem. Po tym roku nie możemy powiedzieć, żeby taki proces był za rogiem. Rijad dostrzega koszty, które ponoszą władcy krajów arabskich normalizujących stosunki z Izraelem. Należą do nich koszty wizerunkowe i wewnątrzpolityczne, bo są to posunięcia niepopularne wśród arabskiej ulicy. W ZEA nie jest to istotny czynnik, ponieważ mieszka tam 900 tys. nadzwyczaj zamożnych obywateli. Jest to monarchia absolutna. Tym samym zagrożenie buntem wewnętrznym nie jest dużym zmartwieniem dla żadnego z 7 emiratów tworzących to państwo.

Kto boi się gniewu arabskiej ulicy

Natomiast w Maroku czy Arabii Saudyjskiej, gdzie jest już kilkadziesiąt milionów poddanych, konsekwencje mogą być inne. Czynnik ludowej niechęci do Izraela i naturalnego sympatyzowania z losem Palestyńczyków już ma większe znaczenie w polityce. To szczególnie widać na przykładzie Maroka, które historycznie z arabskich krajów miało najbliższe stosunki z Izraelem, choć nigdy nie sformalizowane.

„Maroko było chyba jedynym arabskim krajem, z którego niemała część diaspory żydowskiej nie wyemigrowała do Izraela, tylko pozostała w tym kraju. Nie zmienia to faktu, że dla króla Mohammeda VI to porozumienie jest kosztowne wewnątrzpolitycznie. Publicyści arabscy w Maroko zadają pytania, co ono dało Palestyńczykom. Przez wiele lat odmawiali uznania państwa Izrael, licząc na to, że Izrael zmieni swoje postępowanie. A przecież wiosną tego roku mieliśmy wojnę w Strefie Gazy. Pomimo tegorocznych wyborów nie zmieniło się działanie Izraela w zakresie osadnictwa na Zachodnim Brzegu i wywłaszczania palestyńskich rodzin ze wschodniej Jerozolimy”.

„Nie zaszły żadne zmiany, po których władcy arabscy mogliby powiedzieć swoim poddanym, ze są jakieś efekty dyplomatycznych rozmów i sprawa Palestyny jakoś się posunęła do przodu. Izrael nie dał żadnego argumentu arabskim elitom. Ich narracja jest teraz taka: „sprawa palestyńska to jedno, a my musimy zadbać o swoje narodowe interesy. Izrael jest ważnym graczem, dużym inwestorem, ma też potężnego sojusznika, jakim są Stany Zjednoczone, dlatego normalizujemy te stosunki”” – skomentował ekspert.

Przywódcy izraelscy i części państw arabskich mają przekonanie, że Arabowie w krajach odległych od Palestyny przestali się już identyfikować ze sprawą palestyńską. Według Fyderka trudno powiedzieć, czy tak rzeczywiście jest, bo dla wielu Arabów ten czynnik nadal jest jednak znaczący.

Sukces mozaikowej koalicji w Izraelu

Następnie prowadzący program poruszył temat izraelskich wyborów parlamentarnych i podsumowania pracy Naftali Bennetta w ostatnich miesiących. 13 czerwca koalicja utworzona przez 8 partii opozycyjnych, zjednoczona przeciwko Netanjahu, uzyskała votum zaufania w Knesecie.

„Wbrew oczekiwaniom wielu ten rząd się utrzymał. Sporo osób uważa to za największą niespodziankę niespodzianka. Ja akurat sądziłem, że jeżeli pierwotne przeszkody przy formowaniu koalicji zostaną pokonane, to ma ona szanse przetrwać, bo bardzo wiele zostało zainwestowane w ten rząd. W Izraelu można mówić o rządzie z wielu perspektyw, chociażby z punktu widzenia porównawczego i jak odsuwać populistów od władzy – czy opozycja rzeczywistość musi się zjednoczyć, żeby ich wykluczyć ze sprawowania władzy. W Izraelu ta koalicja wszystkich przeciwko „Bibiemu” zadziałała. Wcześniej mieliśmy wojnę w Gazie, która po raz kolejny wykazała bardzo dużą skuteczność izraelskich systemów antyrakietowych i antyartyleryjskich. Z drugiej strony widzieliśmy pewne ograniczenia, w szczególności humanitarne, jeżeli chodzi o niszczenie celów w Gazie. Doszło tez do pewnego przesunięcia w sympatiach opinii publicznej na szeroko pojętym Zachodzie” – zauważył Fyderek. O percepcji palestyńsko-izraelskiego konfliktu pisaliśmy na naszych łamach w listopadzie.

Za wcześnie na mówienie o pokoju w Libii

Gospodarz zauważył, że po 10 latach wojny domowej i chaosu w Libii miało dojść do wyborów. Na razie odroczono wyznaczenie terminu. Według Fyderka trudno wyrokować, czy wybory mogą nieść jakieś światło nadziei. Konflikt libijski jest specyficzny. Toczy się tam wojna domowa, ale jest to konflikt o niskiej intensywności.

„Miejmy nadzieję, że wybory jeszcze obniżą temperaturę konfliktu i częstotliwość walk. Natomiast nie mam złudzeń, że dojdzie do rozbrojenia poszczególnych milicji. Są one organizowane na bardzo różnych poziomach, w tym na poziomie plemiennym, klanowym, konfederacji plemiennych, ale też politycznym. Jest to związane z sympatiami do różnych nurtów, ideologią Bractwa Muzułmańskiego czy ideologią salaficką, fundamentalistyczną.

Libia pozostanie krajem zmilitaryzowanym. Jednakże miejmy nadzieję, że większa część procesu politycznego będzie realizowana przy pomocy głosowań i argumentów na forum medżlisu, czyli parlamentu, niż za pomocą sił zbrojnych. Ważnym kontekstem jest też proces łagodzenia napięć między Katarem a ZEA. Są one głównymi aktorami zewnętrznymi wspierającymi zwaśnione obozy w Libii” – kontynuował gość programu. Przenosząc się z południowej na wschodnią część Morza Śródziemnego, warto zwrócić uwagę na Liban. Ten kraj toczy się po równi pochyłej, co szczegółowo opisaliśmy w tym artykule.

Pierwszą część podsumowania znajdziecie tutaj, a trzecią tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here