Erdogan chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Turcja wobec wojny na Ukrainie

344

Turcja wobec wojny na Ukrainie próbuje zachować równy dystans do obu stron konfliktu. Z jednej strony dostarcza Kijowowi drony Bayraktar TB2, z drugiej nie dołącza do sankcji nałożonych na Rosję przez zjednoczony Zachód. To pozwala Ankarze przyjmować rolę mediatora w bieżącej fazie wojny.

Od początku najazdu Rosji na Ukrainę Turcja pozostawała względnie wstrzemięźliwa i ostrożna w postępowaniu wobec Rosji. Na podstawie Konwencji z Montreux z 1936 r. zamknęła dla rosyjskich statków cieśniny Bosfor i Dardanele. Łączą one Morze Czarne z Morzem Egejskim (przez Morze Marmara). Turcja zezwoliła na tranzyt jedynie okrętom Floty Czarnomorskiej wracającym do swojej bazy. Jednak zrobiła to wystarczająco późno, by Rosja zebrała już wystarczające siły w tym akwenie.

Ankara stale utrzymuje, że nie dołączy do sankcji nakładanych przez Zachód na Moskwę. Tłumaczy to faktem, że oba kraje łączą ścisłe związki gospodarcze, handlowe i polityczne. Rosja jest kluczowym dostawcą surowców energetycznych do Turcji, gazu (lider przed Azerbejdżanem) i ropy naftowej (wicelider po Iraku). Buduje także nad Bosforem wartą 20 mld $ elektrownię atomową Akkuyu. Choć otwarcie pierwszej jednostki było zaplanowane już na przyszły rok, to Rosatom z powodu sankcji nałożonych na Rosję napotyka na duże problemy w znalezieniu sprzętu i niektórych komponentów od państw trzecich, niezbędnych do kontynuowania inwestycji. W konsekwencji Turcja już ponosi koszty rosyjskiej agresji, nawet utrzymując do niej bliski dystans.

Turystyka kołem zamachowym

Rosjanie stanowią też aż jedną czwartą wszystkich turystów odwiedzających Turcję, a branża turystyczna odpowiada za 4% PKB kraju. Kiedy europejskie kraje zamknęły niebo dla rosyjskich samolotów, Turcja nie zdecydowała się na ten krok. Co więcej po kilku tygodniach zapewniła Kreml, że rosyjscy turyści mogą spokojnie wypoczywać na riwierze. Narodowy turecki przewoźnik, Turkish Airlines, zawarł porozumienie z biurami podróży, obiecując przywiezienie 1,5 mln turystów z Rosji. Niskobudżetowe Pegasus Airlines dostarczą zaś 0,5 mln. Wszystko to sfinansuje za 300 mln dolarów rząd Ankary, planujący nawet uruchomienie specjalnej linii czarterowej na tym kierunku.

Tymczasem Rosja chce przewozić turystów własnymi liniami lotniczymi. Próbuje uzyskać zapewnienia od tureckiego Ministerstwa Transportu, że po wylądowaniu w Turcji samoloty leasingowane od zachodnich firm nie zostaną skonfiskowane. Taką gwarancję Moskwa uzyskała np. w Kazachstanie. Turkom jednak nie śpieszy się z pozytywnym rozpatrzeniem prośby, bo sami chcą zarobić na intratnym biznesie, a Turkish Airlines planują już zwiększenie liczby połączeń do 300 tygodniowo.

Koniec marzeń o F-35

Duży wpływ na zachowanie Ankary mają też związki militarne. W 2019 r. Turcja kupiła rosyjski system przeciwlotniczy S-400, doprowadzając do wściekłości Amerykanów i nadszarpując zaufanie członków NATO. W odpowiedzi USA wyłączyły Turcję z programu F-35, czyli międzynarodowego konsorcjum produkujące myśliwce nowej generacji. Skomplikowało to wiele planów tureckiego przemysłu zbrojeniowego, który miał apetyt na produkcję własnego nowoczesnego myśliwca. Okręt desantowy-lotniskowiec TCG Anadolu, perła w koronie tureckiej marynarki wojennej, musiał być dostosowany zamiast do myśliwców i śmigłowców, do bazowania bezzałogowych statków powietrznych Bayraktar TB3, które są dopiero w fazie projektowej.

Skomplikowane pozostają stosunki między państwami na niwie militarnej. Turcja i Rosja stały po przeciwnej stronie konfliktów w Górskim Karabachu między Armenią a Azerbejdżanem, w Syrii, gdzie wspierały zwalczające się frakcje, w Libii, gdzie Turcy wsparli uznawany przez ONZ rząd w Trypolisie, a Rosjanie przez Grupę Wagnera rząd w Tobruku. Wkrótce może też niektóre państwa Afryki mogą okazać się za ciasne na turecką i rosyjską obecność.

Trudne mediacje

Pomimo bliskich relacji w wielu wymiarach między Moskwą a Ankarą, Turcja jest przede wszystkim członkiem Paktu Północnoatlantyckiego. Dlatego częste spotkania i rozmowy telefoniczne prezydenta Erdogana z Władimirem Putinem nie powinno przesłaniać faktu, że Turcy wsparli militarnie Ukrainę. Największą popularność zdobyły drony Bayraktar TB-2, który ostrzały rosyjskich konwojów stawały się viralami w mediach społecznościowych.

Kijów docenia pomoc Ankary i darzy ją pewnym zaufaniem, stąd to nie Francja, Niemcy ani Izrael, które w pierwszych tygodniach wojny próbowały pozycjonować się na mediatora (prezydent Francji, Emannuel Macron, na ostatniej prostej kampanii wyborczej musiał tłumaczyć się z braku efektów jego częstych rozmów telefonicznych z Putinem), a właśnie Turcja stała się miejscem, gdzie odbywają się rozmowy przedstawicieli Ukrainy i Rosji. Zresztą Turcja stara się wykorzystać ten fakt w relacjach z NATO. Doradca prezydenta ds. zagranicznych, Ibrahim Kalin, rozmawiał już z zastępcą amerykańskiego sekretarza stanu. Skutkiem rozmowy była decyzja o sprzedaży myśliwców F-16 do Turcji, a negocjacje dotyczące wspomnianych F-35 są w toku.

Pod koniec kwietnia doszło zaś do wymiany rosyjskiego (były pilot oskarżony o przemyt narkotyków) i amerykańskiego (były żołnierz marynarki wojennej) więźnia w Turcji. Prezydent Turcji powiedział po tym wydarzeniu Putinowi, że jego kraj jest gotów zrobić więcej dla doprowadzenia do pokoju. Pozwoliłoby to Erdoganowi umocnić pozycję na krajowym podwórku przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, przypadającymi na stulecie Republiki Turcji.

PODZIEL SIĘ
mm
Członek redakcji i szef działu zagranicznego portalu Klubu Jagiellońskiego. Publikuje m.in. w magazynie "Układ Sił" i portalu "Puls Azji". Analityk w firmie doradczej East Analytics, wspierającej polskich eksporterów na rynkach wschodnich. Absolwent finansów, laureat I nagrody Wiosennej Szkoły Leszka Balcerowicza w 2015 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here