Smutne świadectwo. Recenzja „Za jeden wiersz” Liao Yiwu

659

„Za jeden wiersz” – osobista relacja Liao Yiwu z pobytu w chińskim więzieniu – przygnębia nie tyle z powodu opisu represji reżimu czy zdehumanizowanych warunków egzystencji w przymusowym zamknięciu, ile z powodu swego końcowego przesłania.

Liao Yiwu jest jednym z najsłynniejszych chińskich dysydentów. Ten poeta, pisarz i działacz na rzecz praw człowieka, który – na swoje szczęście – uciekł z Chin w 2011 roku, dał się polskiemu czytelnikowi poznać wcześniej jako autor „Prowadzącego umarłych” (nagradzanej opowieści o chińskich dołach społecznych), „Bóg jest czerwony” (książki o chrześcijanach w Chinach) oraz „Pocisków i opium” – świadectwa o uczestnikach protestu na Tiananmen. Teraz właśnie wyszła jego autobiograficzna relacja „Za jeden wiersz”, przedstawiająca kulisy jego aresztowania za wywrotowy wiersz (oraz za równie kontrrewolucyjny film) i pobytu w chińskich aresztach i więzieniach.

W swoich pracach Liao przyzwyczaił czytelników do tego, że jest narratorem aktywnym: rozmawia z ludźmi, ukrywa się przed władzą i nie kryje swoich poglądów (choć zazwyczaj też nie ocenia swych interlokutorów, zostawiając osąd czytelnikom). Tu jednak ten autobiograficzny rys jest najsilniejszy. „Za jeden wiersz” to po prostu opowieść Liao o nim samym, bez ukrywania (bardzo nieraz) osobistych wątków: silnej więzi z siostrą Fei Fei, hulaszczego życia, nieudanego małżeństwa czy późniejszego braku kontaktu z córką. Pewnie każdy po swojemu oceni tę postawę; osobiście początkowo czułem się z tymi wynurzeniami Liao nieswojo, potem jednak, na koniec książki, spotęgowały one jej przesłanie.

Tak więc Liao zaczyna od swego pre-dysydenckiego żywota. Był niespokojnym duchem, typem dość hedonistycznym i egocentrycznym: wolnym poetą, „mało mieszczańskim” jeśli chodzi o normy społeczne i obyczajowe. Aż momentem zwrotnym okazała się masakra wokół Tiananmen. Napisał mocny, antyrządowy wiersz i wspólnie z kolegami nakręcił film. Szybko został złapany i wsadzony do więzienia, gdzie spędził cztery lata. To właśnie opis więzienia, lub raczej więzień (Liao trafia do kilku zakładów z których areszt miejski w Chongqingu jest zdecydowanie najgorszy), stanowi najważniejszą część książki.

Nie będę tu streszczał ani komentował pejzażu miejscowych zakładów penitencjarnych: bądź co bądź biorąc do ręki tego typu książkę można oczekiwać deskrypcji cierpień w więzieniu i nieludzkich działań władzy. Nie trzeba być specjalistą od Chin, by móc sobie wyobrazić poziom tamtejszych aresztów albo by domyśleć się, że prawa człowieka są tam konceptem abstrakcyjnym. I te opisy rzeczywiście są, momentami, wbijające w ziemię (vide: chociażby opis wymyślnych „potraw”, czyli tortur jakie zadają sobie współwięźniowie).

Jednak Liao nie epatuje czytelnika nadmiernie turpistycznymi obrazami (choć i te się zdarzają). Raczej stara się zachować dystans i zabić grozę więziennej rzeczywistości ironią i sarkazmem. Widać w tym wyraźnie inspirację Sołżenicynem, którego Liao kilkukrotnie przywołuje. Tak jak autor „Archipelagu GUŁag” Liao zdaje się rozumieć, że czarne poczucie humoru po prostu lepiej działa na wyobraźnię czytelnika niż dosłowne danie świadectwa w stylu „to okrutne/strasznie/nieludzkie” itp.

Stąd też obok sylwetek odhumanizowanych klawiszy czy zdegenerowanych współwięźniów znajdziemy w książce surrealistyczne niemal sceny osadzonych cytujących z przekąsem przewodniczącego Mao, poetyckiego mnicha z fletem jakby wyjętego z buddyjskiej przypowieści o nietrwałości rzeczy czy więziennego „Ministra Spraw Zagranicznych” w elokwencji dorównującemu niejednemu dyplomacie.

Jednak Liao nie jest – w tej książce – chińskim Sołżenicynem. On sam dystansuje się od „Jednego dnia Iwana Denisowicza”, zaś jego dzieło to zapis osobistych przeżyć, a nie próba systematyzacji reżimowych opresji (tę Liao podejmuje w „Pociskach i opium”). „Za jeden wiersz” nie jest również – wbrew temu co pisze we wstępie Herta Müller – chińskim Pasternakiem, bo podobieństw do „Doktora Żywago” tu brak, zaś perypetie z przemycaniem maszynopisu i reżimowymi próbami blokady jego publikacji to raczej uniwersalne problemy w relacjach autorytarne/totalitarne państwo kontra niepokorny dysydent przemycający swą twórczość za granicę.

Rozumiem jednak, że takie porównania mają zwrócić uwagę na książkę. Jest ich więcej: widać, że „Za jeden wiersz” przeszło dobrą „obrabotkę” edytorsko-marketingową pod zachodniego czytelnika (co warto podkreślić, informacja o tym jest podana wprost na końcu książki). Rozdziały są krótkie, co sprawia, że tekst się dobrze czyta. Niektórzy bohaterowie mają zapadające w pamięć pseudonimy („hippis”). Zaś wątki osobiste też chyba nieprzypadkowo zostały wyeksponowane. No i oczywiście na każdym kroku podkreśla się, że Chiny to totalitarny kraj, co wzmacnia efekt lecz jest przesadą.  Chiny w najgorszym razie są autorytarne z elementami totalitaryzmu; gdyby było inaczej, Liao nie mógłby pożyczyć w więziennej bibliotece „Roku 1984” Orwella (a takich dziur w chińskiej reżimowej strukturze jest przecież znacznie więcej).

W sumie jednak nie przeszkadzają mi te zabiegi marketingowe – dzięki temu głos Liao będzie bardziej słyszalny. A to ważne w czasach, gdy wolnościowa retoryka wobec Chin w świecie zachodnim jest co najmniej w defensywie, a triumfy, również u nas, święci nowa fascynacja Państwem Środka (gdy pytałem moich studentów o tę książkę kręcili nosami – „zbyt antyreżimowa”, „ten Liao ciągle tylko krytykuje i krytykuje”, „nic konstruktywnego”). To dobrze więc, że teraz, gdy tak wielu chce handlować z Chinami i marzy o Nowych Jedwabnych Szlakach, pojawia się odtrutka w postaci świadectwa Liao Yiwu.

Tym bardziej, że Chinach Liao na sprawiedliwość liczyć nie może. Tam „plamy krwi znikają, podobnie jak wspomnienia”, zaś partia zbudowała „nowy wspaniały świat”, w którym Chiny stały się „więzieniem umysłu: dostatkiem bez wolności”. Liao ma bolesną świadomość, że przegrał (patrząc z chińskiej perspektywy studenci na Tiananmen zostali pokonani, a więc nie mieli racji), lecz dzięki temu, że „raz w życiu stanął w obronie zasad” zyskał godność.

To bardzo smutne przesłanie, ale jakże prawdziwe.

Liao Yiwu, Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu, s. 480, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017

 

 

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here